Nauka tureckiego w Polsce? To możliwe!

4 lata – dokładnie tyle minęło, odkąd spakowałam swoje walizki i na dobre wyprowadziłam się z Turcji. W tym czasie moje życie zawodowe obrało zupełnie inny kierunek, a ja poświęciłam się pracy w branży całkowicie niezwiązanej z kulturą kraju minaretów. Z podróży do Turcji nigdy jednak nie zrezygnowałam. Choć zmieniło się wiele, a nowości te okazały się fantastyczne, jedna rzecz pozostała niezmienna – tęsknota za kulturą Turcji na co dzień, za językiem, tureckim stylem bycia i obcowaniem z aurą orientu. Każdy, kto spędził nad Bosforem choć kilka dni i zachodów słońca dobrze wie, o czym mowa, prawda? Na pomoc przyszła mi.. nauka tureckiego!

Przez te wszystkie lata tęskniłam za ową “tureckością” bardziej, niż sądziłam. Dzięki licznym podróżom i oglądaniu tureckiej kinematografii udało mi się nie zapomnieć podstaw języka, a kontakt z tureckimi przyjaciółmi pozwolił być na bieżąco z tym, co dzieje się w ich kraju. Z tygodnia na tydzień czułam jednak, że coraz bardziej oddalam się od tego wyjątkowego rozdziału w moim życiu, jakim było codzienne popijanie çayu i przegryzanie go simitem. W momencie, w którym zdecydowałam się na zmianę pracy i przeprowadzkę do Warszawy pomyślałam jednak, że być może paradoksalnie to właśnie tam uda mi się znaleźć po godzinach namiastkę Turcji. Nie sądziłam wówczas, że znajdę ją w tak wyjątkowym wydaniu.

Nauka tureckiego w Polsce? To możliwe!

W poszukiwaniu kursów języka tureckiego trafiłam na stronę Centrum Języka i Kultury Tureckiej – Lisan. A ponieważ szkoła mieści się w ścisłym centrum Warszawy, a oferta kursów oferuje bardzo zróżnicowany i elastyczny tryb zajęć, postanowiłam spróbować powrócić do nauki i obcowania z tureckim. Mówiąc zupełnie szczerze, nie spodziewałam się niczego nadzwyczajnego poza tradycyjnym kursem językowym. Nie sposób opisać więc mojego zaskoczenia, gdy – nieco spóźniona – wbiegłam do sali lekcyjnej, w której oprócz grupki entuzjastów tureckiego i przeuroczej lektorki Magdy Yıldırım czekała też na mnie szklaneczka gorącego çayu i najpyszniejsza turecka baklava. Oszołomiona tym przywitaniem, rozejrzałam się na wszystkie strony, doznając swoistego deja vu. Wnętrze szkoły mocno przypomniało mi bowiem tureckie szkoły językowe, w których przed laty uczyłam tureckie dzieci angielskiego. Może to dzięki elementom wystroju przywiezionym prosto z Turcji, a może po prostu dzięki pasji i miłości do kraju Ataturka, która w szkole Lisan po prostu unosi się w powietrzu..

zdjęcie do galerii 1

Oddaj swoją wiedzę w ręce profesjonalistów!

Pierwsze zajęcia z Magdą nie pozostawiły wątpliwości, że mam do czynienia z pasjonatką i profesjonalistką, dla której turecki nie ma żadnych tajemnic. Niekonwencjonalne podejście do zajęć, lekcje przesycone ciekawostkami dotyczącymi kultury tureckiej, świetny sposób tłumaczenia gramatyki i przekazywania przydatnego słownictwa – tak w skrócie podsumować można te zajęcia. Ich uzupełnieniem i dopełnieniem stały się konwersacje grupowe z Sinanem, który – jak przystało na rodowitego Turka – w zaledwie kilka minut potrafi złapać dobry kontakt z rozmówcą i wprowadzić go w świetny nastrój, a jednocześnie zniwelować blokadę mówienia po turecku. Nie muszę wspominać, że zajęcia z native speakerem to najlepsze, co może się przytrafić osobom, które chcą nauczyć się języka.

zdjęcie do galerii 3

zdjęcie do galerii 5

Poznaj osoby o podobnych zainteresowaniach

Muszę przyznać, że Centrum Języka i Kultury Tureckiej Lisan to miejsce wyjątkowe także z uwagi na samych kursantów. Nie pamiętam już, kiedy ostatnim razem udało mi się spotkać osoby, które w stu, a może i dwustu procentach podzielały moją pasję do kultury i języka tureckiego. Wśród słuchaczy nie brakuje przede wszystkim tych, w których pasję do nauki języka zrodziły tureckie seriale. Są jednak także osoby, które naukę języka traktują jako drogę rozwoju zawodowego, a wreszcie i te, które marzą o zamieszkaniu nad Bosforem. Wszyscy oni wydają się odnajdować w szkole Lisan dokładnie to, czego szukają – i wcale mnie to nie dziwi! Efektem ubocznym nauki tureckiego są liczne znajomości i przyjaźnie, które mają się świetnie także “po godzinach”, m.in. w licznych wydarzeniach kulturalnych związanych z Turcją, które szkoła Lisan systematycznie organizuje.

Opisanie w pełni mojego zachwytu nad tym miejscem zajęłoby mi jeszcze pewnie sporo czasu. Jeśli, podobnie jak ja, uwielbiacie Turcję lub chcielibyście nauczyć się języka tureckiego (bez względu na obecny etap jego znajomości), koniecznie zajrzyjcie do szkoły Lisan. Znajdziecie tam pokaźną namiastkę Stambułu, zapewniam. 

screenshot-www.lisan.eu-2017-03-30-21-54-52

 

P.S. Dobra wiadomość dla tych, którzy nie mieszkają w Warszawie – szkoła Lisan oferuje także kursy języka tureckiego online. Szczegółów szukajcie na stronie www.lisan.eu.

  • 1
    Share

Weekend w Lublinie. Wschód Kultury – Inne Brzmienia 2018

Za nami tegoroczna edycja festiwalu Wschód Kultury – Inne Brzmienia 2018. W miniony weekend mieliśmy okazję wysłuchać m.in. występu tureckiej formacji Baba Zula, post-rockowej ukraińskiej grupy Alinda, Lecha Janerki oraz prekursora stylu P-Funk George’a Clintona. Dni pełne koncertów, warsztatów oraz długich spacerów po przepięknym Lublinie utwierdziły mnie w przekonaniu, że ten festiwal i miasto zasługują na stałe miejsce w wiosenno-letnim kalendarzu. A z resztą, zobaczcie sami! 

Jak przekonują organizatorzy, Wschód Kultury – Inne Brzmienia umożliwia spotkanie z najciekawszymi zjawiskami muzycznymi na pograniczu różnych gatunków, tradycji i wpływów kulturowych. I rzeczywiście, zróżnicowany line-up oraz wielowątkowy program wydarzenia zapewnia uczestnikom solidną, multikulturową dawkę muzyki i sztuki. A wszystko to w sercu Lublina, na Błoniach pod Zamkiem. Oprócz sceny na Błoniach, sceny pod namiotem i sceny na Zamku, na festiwalowiczów czekają także m.in. Galeria Labirynt 2, Tarasy Zamkowe, Galeria Gardzienice oraz dawna siedziba Teatru Andersena. Lokalizacja wszystkich tych miejsc pozwala z łatwością poruszać się między nimi pieszo. 

Koncertowy tygiel kulturowy 

Nie byłabym sobą, gdybym nie przyznała, że największe wrażenie zrobił na mnie występ tureckiej formacji Baba Zula. O legendzie tej kolorowej, psychodelicznej ekipy znad Bosforu w Turcji słyszałam nie raz. Grupa powstała ponad 20 lat temu w Stambule, z inicjatywy Leventa Akmana i Osmana Murata Ertela. Określani mianem “najpopularniejszych dostarczycieli muzyki alternatywnej w Turcji” mają na koncie 9 albumów, spośród których najnowszy “XX” ukazał się w ubiegłym roku. To właśnie m.in. materiał z tego krążka zaprezentowali w Lublinie, wykorzystując brzmienie tradycyjnych tureckich instrumentów w wersji elektrycznej. W trakcie koncertu muzycy postanowili nawet zejść pod scenę do publiczności, gdzie – otoczeni tłumem słuchaczy – grali i śpiewali swój orientalny, psychodeliczny rock. Przypominało mi to mocno atmosferę stambulskiej Istikal Caddesi i placu Taksim, gdzie artyści, nawet ci z najwyższej półki, chętnie występują dla przechodniów. 

 

 

W trakcie tegorocznej edycji “Wschód Kultury – Inne Brzmienia 2018” wrażenie zrobiły na mnie także występy m.in. Lecha Janerki, ukraińskiej formacji Alinda oraz George’a Clintona, który wraz ze swoją kilkunastoosobową zapewnił fanom solidną mieszankę funku i rapu. Koncertów było jednak znacznie więcej.

Nie tylko muzyka 

Bogatej ofercie festiwalu dorównuje sam Lublin. Organizatorzy umiejętnie wykorzystują miejską przestrzeń, by dostarczyć festiwalowiczom mnóstwo atrakcji. I tak, przechadzając się po Starym Mieście natrafiliśmy m.in. na interesującą wystawę „Uliczne życie – XIX-wieczna Gruzja w fotografii Dmitrija Jermakowa”. Nie zabrakło też warsztatów, paneli dyskusyjnych oraz spotkań z twórcami i autorami książek. A wszystko to, co warto podkreślić, całkowicie za darmo.

Lublin – miasto, które warto poznać

Wschód Kultury – Inne Brzmienia 2018 to nie tylko pretekst do poznania nowych, nieznanych dotąd artystów. To także dobra okazja dla wszystkich przyjezdnych, by poznać zabytki i atrakcje Lublina. Nasz pobyt w mieście nie mógł się obyć m.in. bez wizyty na Zamku. Zbudowany pierwotnie w XII wieku, a później wielokrotnie przebudowywany, w połowie XX wieku posłużył m.in. jako miejsce mordu więźniów przetrzymywanych przez SS. Za sprawą tablic informacyjnych można dziś przeczytać tragiczną historię tego miejsca. 

Najstarsza część Lublina, wraz z pozostałościami murów miejskich, renesansowymi kamienicami, dawnym ratuszem oraz kościołami i bazylikami to również miejsce obowiązkowe dla wszystkich odwiedzających. Wewnątrz dawnej miejskiej fortyfikacji odkryć można architektoniczne cuda, skrywające współcześnie w sobie przede wszystkim puby i restauracje. 

PUBY I RESTAURACJE

Miłośnicy dobrej kuchni oraz klimatycznych restauracji w Lublinie poczują się znakomicie. Wszystkim fanom indyjskiej kuchni polecam restaurację “Małe Indie“, zlokalizowaną przy ul. Rybnej. Tę małą uliczkę, biegnącą od rynku, poznacie po charakterystycznej “ławicy” dużych, papierowych ryb, zwisających nad głowami przechodniów. Kulinarnego szczęścia szukaliśmy także w “Królewskiej Gruzji” (ul. Królewska 13), gdzie z pewnością warto spróbować gruzińskich chinkali. A jeśli zależy Wam, by napić się pysznego piwa z lokalnego browaru, koniecznie zajrzyjcie do “Browaru Grodzka 15“. :)

Zobacz całą galerię:

Zdjęcia: Marcin Bąkiewicz (dla Styk Kultur)

  • 1
    Share

Gratka dla wszystkich fanów tureckiej muzyki. Baba Zula zagra w Lublinie!

Choć fanów kultury tureckiej nad Wisłą nie brakuje, okazja, by posłuchać na żywo artystów z Turcji zdarza się bardzo rzadko. Tym mocniej ucieszył mnie widok line-up’u tegorocznej edycji Wschód Kultury – Inne Brzmienia Art’n’Music Festival 2018, podczas której wystąpią m.in. stambulska BaBa ZuLa oraz formacja Dirtmusic, współtworzona przez Murata Ertela. Wydarzenie odbędzie się w dniach 28 czerwca – 1 lipca w Lublinie.

DIRTMUSIC
Czwartek 28 czerwca 2018 godzina 21:30

W skład tej unikalnej formacji wchodzi trzech niezwykłych artystów. Pierwszy z nich to Chris Eckman – współzałożyciel słynnej wytwórni Glitterbeat Records, muzyk (m.in. The Walkabouts), kompozytor, producent, autor soundtracków filmowych i propagator wartościowej muzyki z całego świata. Drugi to Hugo Race – słynny Australijczyk, nieszablonowy gitarzysta, songwriter, lider grup The True Spirit oraz The Fatalists. Przez lata związany z kultową formacją Nicka Cave’a czyli The Bad Seeds. To właśnie ich spotkanie zapoczątkowało projekt oparty na połączeniu gitarowego rocka, poszukiwaniach muzycznej awangardy oraz folkloru z różnych stron świata. Pustynne brzmienia pochodzące z Mali, gdzie muzycy nagrali jeden ze swoich albumów, łączą się tu w unikalny sposób z rock’n’rollem i bluesem oraz z opowieściami o granicach i ścianach, zimnych frontach i zimnych sercach, dając prawdziwie genialny i przejmujący efekt. Jak powiedział o muzyce Dirtmusic trzeci z członków grupy, na co dzień lider Baba Zuli – Murat Ertel – „potrzebujemy takiej muzyki, aby pozostać przy zdrowych zmysłach”.

BABA ZULA
Piątek 29 czerwca 2018 godzina 19:00

Baba Zula to jeden z najbardziej znanych i cenionych zespołów tureckiej sceny niezależnej. Gdziekolwiek się pojawi, jest uwielbiany przez widownię i trudno się dziwić, bo ich koncerty to niesamowite muzyczne show, bogate zarówno w dźwięk, jak i warstwę wizualną. Grupa działa nieprzerwanie od 1996 roku, a jej specjalnością jest czerpanie z tureckiej muzyki psychodelicznej lat 60. i 70. oraz rdzennych brzmień folkowych i tradycyjnych. Do tego dochodzi niestandardowe instrumentarium jak choćby elektryczny saz, elektryczny oud, a nawet drewniane łyżki wykorzystywane na koncertach oraz szalone, barwne kostiumy i stylizacje artystów. Dziś Baba Zula to jeden z czołowych zespołów w katalogu Glitterbeat, mający na koncie kooperacje choćby z Jakim Liebezeitem czy Mad Professorem.

Poza muzyką, którą oprócz scen będzie można znaleźć na Targach Małych Wydawców, na wydarzenie składają się także seanse kinowe, spotkania i wystawy. W ramach cyklu Move East Movie odbędzie się prezentacja ukraińskich filmów animowanych dla dzieci i dorosłych, które na przestrzeni wielu lat powstawały w tamtejszych studiach filmowych, tworząc bogatą i ciekawą historię ukraińskiej animacji.

Nie zabraknie także spotkań z pisarzami, artystami i intelektualistami z krajów Partnerstwa Wschodniego. W tym roku w ramach Wschodniego Expressu przygotowaliśmy aż 6 premier wydawniczych: „Sonia” Kateryny Babkiny, „Pokój do smutku” Andrija Lubki, „Wakacje nad Letą” Hałyny Kruk, „Cyrk i inne wiersze” Julii Cimafiejewej, „Wasi, nasi oraz inni” Ołeksandra Bojczenko oraz „Poprzednie życie” Mykoły Riabczuka. Cykl literacki otworzy wykład Mykoły Riabczuka o trudnej miłości, literaturze, Europie Wschodniej i „Europie Prawdziwej”. W programie także debaty o Ukrainie, najnowszej literaturze zza naszej wschodniej granicy oraz o przekładzie i dylematach tłumaczy.

W ramach Innych Brzmień będzie można również zobaczyć wystawę „Uliczne życie – XIX-wieczna Gruzja w fotografii Dmitrija Jermakowa”, artysty uważanego za pioniera fotografii etnograficznej i obyczajowej w imperium carskim. Zaprezentowane będą też efekty projektu dokumentacyjnego Yevgena Nikiforova, który od 2013 roku odwiedza wszystkie regiony Ukrainy, aby sfotografować lokalne dzieła sztuki monumentalnej oraz ustalić ich historię (wystawa pt. „Zdekomunizowane: radzieckie mozaiki Ukrainy). Warto zwrócić także uwagę na wystawę plakatów wykonanych przez ilustratorów ukraińskich pt. „Yellow&Blue – obraz współczesnej Ukrainy”, która poprzez język graficzny pokazuje tradycje, lokalizacje i cechy naszego wschodniego sąsiada, które nie są łatwe do znalezienia w przewodnikach.

Najmłodsi widzowie będą mogli uczestniczyć w przygotowanych specjalnie dla nich Małych Innych Brzmieniach, na które złoży się cykl warsztatów, pozwalający na nieskrępowane zabawy dźwiękiem.

Line-up tegorocznej edycji Wschód Kultury – Inne Brzmienia Art’n’Music Festival 2018 dostępny TUTAJ

Materiały: Organizator

  • 1
    Share

Warszawa : Ochota na meczet?

Każdy przyjazd do Polski po kilkumiesięcznym pobycie w Turcji to trochę odkrywanie tutejszej rzeczywistości na nowo. Bo choć pozornie wszystko po staremu, nowe doświadczenia siłą rzeczy narzucają nieco inną perspektywę. Choć zaryzykowałabym stwierdzenie, że polska i turecka kultura wbrew pozorom mają w sobie kilka podobieństw, wszelkie próby ich koegzystencji objęte są dużym ryzykiem.  Na chwilę przed ramadanem atmosfera robi się  szczególnie gorąca. W mój długi polski weekend eksperymentalnie postanowiłam spróbować spojrzeć na Warszawę z perspektywy Innego. Czy wyznawcy islamu mają u nas czego szukać?

Sen o Warszawie

Trochę mi głupio, gdy moja skrajnie konserwatywna przyjaciółka H. po raz setny oferuje swoją gościnność w Dubaju, wyobrażając sobie przy tym, jak wspaniale będzie, gdy ona odwiedzi mnie w Polsce. Bo przecież dzięki nam szczerze ten kraj polubiła jeszcze przed przyjazdem, a podróż do dalekiej Polski jawi jej się wyjątkowo egzotycznie i intrygująco. Jak tu jej jednak wytłumaczyć, że jej strój, ciężki hijab i przyzwyczajenia, mogą nie spotkać się tutaj z pozytywnym odbiorem a Polacy niekoniecznie zdadzą test na tolerancję? W końcu często brakuje nam jej nawet względem samych siebie, a co dopiero wobec tak egzotycznego Innego. Dla H. Polak to pojęcie nowe, dość rozmyte i skonstruowane wyłącznie na podstawie naszych wspólnych relacji. Poszanowanie dla osób wyznających islam, odróżnianie tych mniej od tych bardziej konserwatywnych oraz respektowanie ich zwyczajów, siłą rzeczy weszło mi w krew dość naturalnie. Zdaję sobie jednak sprawę, że to wymaga czasu, bezpośredniego kontaktu z islamską kulturą, a przede wszystkim wypracowania w sobie nowych mechanizmów postrzegania pewnych spraw. Teraz już wiem, że w autobusie powinniśmy siedzieć tak, by H. nie znalazła się zbyt zbyt blisko mężczyzn, a ci nie powinni w żaden sposób próbować dotknąć chociażby jej dłoni. Niuanse kulturowe, a jednak.

Pamiętam, jak podczas lekcji religii w szkole nasz ksiądz powiedział kiedyś, że dzięki zaangażowanym katolikom nigdy nie dopadnie nas fala islamizacji. Argument przekonujący, ale czy na miejscu? Żyjemy w XXI wieku, sami z chęcią (lub z konieczności) korzystając z szansy, jakie oferuje wyjazd za granicę. Dalekie wyjazdy często obfitują w pozytywne doświadczenie i otwartość na Innego. Zrażeni doświadczeniem zachodnich sąsiadów, instynktownie nie chcemy jednak podzielić losów Francji czy Niemiec. Kwestia jest na tyle sporna, że trudno głosy w pełni przyklaskujące multikulturowemu zmierzaniu w tym kierunku. Czy wyznawcy islamu mają szansę poczuć się u nas równie swobodnie, jak my mamy w zwyczaju czuć się podczas wypadów do ich krajów? I czy są w naszym kraju miejsca, w których mogą praktykować swoje wyznanie?

Meczet przy Wiertniczej

W warszawskiej dzielnicy Wilanów, przy ulicy Wiertniczej 103, znajduje się jeden z pięciu wolno stojących, czynnych meczetów w Polsce. Jest to typowo muzułmański dom modlitewny, na początku lat 90. adaptowany na willę, w ramach której mieszczą się także siedziby islamskich instytucji kulturalnych oraz biura Muzułmańskiej Gminy Wyznaniowej w Warszawie. Pomysł budowy meczetu istniał jeszcze przed wybuchem II wojny światowej. Projekt z 1936 przewidywał wzniesienie budynku z cebulastą kopułą, otoczonego czterema minaretami.

Opóźnienie w budowie meczetu, zrealizowanej w 1993, było opóźnione przez liczne protesty Warszawiaków, którzy obawiali się hałasu i głośnych nawoływań z minaretu. Wydarzenia z 2011 roku ponownie wzmocniły ich obawy. Zdecydowana większość mieszkańców dzielnicy wciąż opowiada się przeciw obecności budowli. Meczet od wielu lat pełni główne miejsce modlitewne dla wszystkich wyznawców Islamu. Po piątkowych modlitwach tłumnie gromadzą się oni na pobliskim przystanku, by autobusem miejskim przedostać się do centrum. Siedziba gminy muzułmańskiej jest otwarta także na wszystkie osoby, zainteresowane zwiedzeniem obiektu oraz zdobyciem odpowiedzi na pytanie dotyczące islamskiego świata. Odwiedzający mogą również dostać bezpłatnie książki o islamie.

Ochota na meczet? Ośrodek Kultury Muzułmańskiej

W związku ze zbliżającym się okresem ramadanu przewidziane jest uroczyste otwarcie Warszawskiego Ośrodka Kultury Muzułmańskiej, wewnątrz którego będzie mieścić się siedziba Ligi Muzułmańskiej Rzeczpospolitej Polskiej oraz meczet. Budynek jest wznoszony nieopodal Alej Jerozolimskich, na warszawskiej Ochocie, a za nowoczesny projekt obiektu odpowiedzialna jest firma KAPS Architekci.

Projekt budynku stanowi odpowiedź na zbyt małą przestrzeń dostępną w meczecie przy ul. Wiertniczej. Zaskakująca jest jego lokalizacja, gdyż władze miasta zgodziły się na zlokalizowanie go tuż nieopodal reduty Ordona, historycznego miejsca upamiętniającego walkę Polaków o niepodległość i wolność. Łatwo sobie wyobrazić skalę protestów wszystkich przeciwników “islamizacji Europy”, jakie przetoczyły się w ciągu ostatnich miesięcy przez Warszawę. Mimo wielu problemów i opóźnień, budowa stołecznego meczetu zakończy się przed tegorocznym świętem ramadan, które rozpoczyna się pod koniec czerwca.



Muzułmański Cmentarz Tatarski

Muzułmanie są obecni na polskich ziemiach od ponad 600 lat. Są to Tatarzy polsko-litewscy, których przodkowie pojawili się w XIV w. Po otwarciu granic polskich po 1989 r. możemy mówić o kolejnej fali zwiększonego napływu muzułmanów do naszego kraju, wynikającej z przybywających studentów oraz biznesmenów. Największą grupę wśród nich stanowią przybysze z państw arabskich, ale są również Turcy czy Bośniacy. Według różnych szacunków obecnie Polskę zamieszkuje około 15-25 tys. muzułmanów.

Na terenie Warszawy znajduje się Muzułmański Cmentarz Tatarski, założony w 1867 z inicjatywy warszawskiego imama Seifetdina Chosianowa Sinnajewa. Początkowo byli na nim chowani głównie muzułmańscy żołnierze carskiej armii stacjonującej w Warszawie. Później zaczęto grzebać tu innych muzułmanów. Jest on miejscem spoczynku Polskich Tatarów, głównie wywodzących się z obszaru Wielkiego Księstwa Litewskiego.



Muzułmański Cmentarz Kaukaski

Początkowo miejsce pochówku muzułmanów w Warszawie pełnił Muzułmański Cmentarz Kaukaski. Został założony w 1830 na gruntach zakupionych za 2152 ruble od warszawskiej parafii ewangelicko-augsburskiej. Był użytkowany do 1867. Chowano na nim żołnierzy wyznania muzułmańskiego z wojska rosyjskiego oraz przyjezdnych kupców i mieszkańców Warszawy. Cmentarz zamknięto po 37 latach użytkowania.

Zdaję sobie spraw, że wrażenia po przeczytaniu tego wpisu mogą być mieszane. Dla jednych z nas budowa meczetu na Ochocie to zmierzanie w stronę kraju nowoczesnego, otwartego i tolerancyjnego. Dla innych to mrożące krew w żyłach praktyki, przybliżające nas do problemów islamizacji Niemiec czy Francji. Ja ze swojej strony pragnę nieco uspokoić – w samym centrum wspomnianego Dubaju całkiem niedawno wybudowano nowy kościół katolicki im. św. Antoniego, który nie jest pierwszą tego rodzaju budowlą w mieście. :)

  • 1
    Share