Kulturowe know-how: jak być grzecznym i nie zwariować?

W najbliższych tygodniach wielu z Was spakuje swoje walizki i wyruszy na wakacyjny podbój Turcji. Oprócz wizy turystycznej i kremu z wysokim filtrem warto zaopatrzyć się także w minimalną wiedzę o tureckich zwyczajach. Niech Wam się bowiem nie wydaje, że zakwaterowanie w hotelu pozwoli Wam ustrzec się od prawdziwej tureckiej gościnności!

Turcy ubóstwiają poznawanie nowych ludzi i nie będą mieli problemu z zaproszeniem Was do swojego domu, nawet jeśli Wy nie mówicie po turecku, a oni po angielsku. Mając na uwadze duże prawdopodobieństwo nawiązania przez Was licznych przyjaźni, przygotowałam dla Was mały przewodnik na temat kultury tureckiej i obyczajów społecznych.

Hoşgeldiniz, czyli witamy!

Ktoś mądry rzekł niegdyś, że żaden odwiedzany przez nas kraj nie jest obcy, bo jedynym obcym w nim elementem jesteśmy my sami. Przekraczając granice warto więc spróbować wziąć gościnny udział w lokalnej kulturze, przyswajając kilka rządzących w niej reguł. W przypadku Turcji naczelną zasadą jest bycie towarzyskim. Jeśli, podobnie jak ja, miewacie w swojej naturze coś z outsidera, powinniście obowiązkowo wziąć od Turków kilka lekcji stadnej towarzyskości (bo inaczej i tak Was jej nauczą). Każde wydarzenie jest w Turcji powodem, by wspólnie świętować, a w ostateczności chociaż spotkać się i pogadać.

Słowo hoşgeldiniz (witamy) to klucz do towarzyskiego sukcesu. Tureckie stewardessy przywitają Was nim już w pierwszych minutach pobytu w Turcji, a powitanie to będzie Wam towarzyszyć już do samego końca wakacji. Na hoşgeldiniz odpowiadamy hoş bulduk, dając gospodarzowi sygnał, że czujemy się mile widziani. Jeżeli pomylimy te skomplikowane słowa lub w ostateczności zupełnie zapomnimy, co mieliśmy powiedzieć, nic złego się nie stanie – Turcy i tak będą uradowani z powodu nawiązanej komunikacji. :)

Zaproszenie do domu

Turcy najbardziej na świecie uwielbiają spotkania w prywatnych domach, do których z chęcią zapraszają także nowo poznane osoby. Jako obcokrajowcy możecie być pewni, że poznani Turcy będą chcieli za wszelką cenę pokazać Wam swój dom i ugościć tym, co w nim najlepsze.

Jeśli przyjęliśmy zaproszenie do tureckiego domu obowiązuje nas kilka zasad:

Po pierwsze upewnijmy się, że nas żołądek jest pusty, a najlepiej rozpocznijmy głodówkę już dzień wcześniej. Jeśli tego nie zrobimy, ryzyko przejedzenia się oscyluje na granicy zagrożenia życia z powodu nadmiaru spożytego pokarmu. Przed Waszym żołądkiem najprawdopodobniej stanie wyzwanie w postaci zjedzenia obfitego dania głównego, po którym zjawi się popcorn, orzeszki, owoce, ciasta, słodycze, a na koniec herbata i kawa. Mi zdarzyło się popełnić kardynalny błąd zjedzenia obiadu, tuż przed otrzymaniem spontanicznego zaproszenia na uroczystą kolację z okazji rozpoczęcia ramazanu. Choć robiłam, co mogłam, by zjeść jak najwięcej, urocza gospodyni nie mogła ukryć rozczarowania moim brakiem apetytu. :)

Przekraczając próg tureckiego domostwa obowiązkowo należy pamiętać o pozostawieniu obuwia przed drzwiami, gdyż jego zignorowanie stanowiłoby wyraźny błąd i znieważenie muzułmańskiej tradycji. Muszę przyznać, że w pierwszych tygodniach mieszkania w Turcji nie mogłam się naliczyć ilości par butów,  rozlokowanych na korytarzach. W przypadku dużej rodziny można spotkać nawet kilkanaście par obuwia na jednej wycieraczce. :)

Jeśli odwiedzasz kogoś w dużym mieście, jak Stambuł, Izmir czy Ankara, prawdopodobnie posiłek podany będzie na stole. Nadal jednak bardzo częstym zwyczajem są wspólne posiłki spożywane na podłodze, gdzie goście siadają wokół syto nakrytego obrusu. Początkowo może Was to zaskoczyć, w praktyce jednak okazuje się bardzo wygodne i sympatyczne. Jeśli chcemy być mili i pochwalić zdolności kucharskie gospodyni, warto powiedzieć na koniec eline sağlik, co dosłownie oznacza “zdrowie dla twoich rąk”.

Po wspólnym posiłku miłym kobiecym gestem jest zaoferowanie gospodyni pomocy przy wspólnym zmywaniu. Choć nikt dziś nie przywiązuje do tego zwyczaju szczególnej wagi, to swoje prawdziwe korzenie wywodzi on jeszcze z dawnych czasów, kiedy to kobiety gromadziły się razem w kuchni, a mężczyźni mieli czas na “ważne” rozmowy. :) Jeśli zaoferujemy pomoc przy zmywaniu, musimy pamiętać, że Turcy zmywają naczynia tylko pod bieżącą wodą, nie namaczając i nie wycierając ich ściereczką lub papierowym ręcznikiem.

Sprawdź ceny noclegów w Turcji

Wesela, zaręczyny, urodziny..

Jak wspomniałam wyżej, w Turcji każda okazja może być powodem do świętowania. Są jednak takie, które świętować należy pod groźbą społecznego wykluczenia. Jeśli ktoś zaprosi nas na swoje wesele lub zaręczyny, z całą pewnością spotka nas tam wiele niespodzianek. Ponieważ tradycja ta jest znacząco odległa od naszej, nie sposób o dokładną instrukcję, jak powinniśmy się zachować, by nie popełnić żadnego faux pas. Możecie być jednak pewni, że współbiesiadnicy będą Was na bieżąco informować o tym, co się dzieje, a poczucie dyskomfortu będzie Wam obce aż do samego końca wydarzenia. Naczelnymi zasadami wszystkich tureckich imprez są: śpiew, taniec, dobra zabawa i błyskotki.

Spektakularne tureckie wesela mają to do siebie, że znaleźć się może na nich niemal każdy – począwszy od najbliższych po znajomych znanych zaledwie z widzenia. Turcy pragną dzielić się swoim szczęściem ze wszystkimi, zapraszając niekiedy pokaźne setki gości. Turecką uroczystość ślubną należy zwykle liczyć w kilku dniach, a przygotowania do niej w długich miesiącach. Jakiś czas temu ślub brali moi tureccy przyjaciele. Ich lista gości zawierała “zaledwie” 500 osób, zatem swoją uroczystość skromnie określili mianem kameralnej. Z chęcią zorganizowaliby coś większego, ale niestety fundusze nie pozwalały, bo całe oszczędności pana młodego poszły na złoto dla jego wybranki.

Impreza odbyła się w późnych godzinach wieczornych, a trwała do samego rana. Miejscem uroczystości była hala szkoły wraz z boiskiem, dumnie określone mianem “salonu ślubnego”. Wszyscy goście zostali posadzeni na wynajętych plastikowych krzesłach ogrodowych, które dość często królują na tureckich imprezach. Wszyscy przybyli w okolicach godziny dwudziestej, by oficjalnie powitać samochód z młodą parą. Ekstrawagancki pojazd był przystrojony, a właściwie przestrojony banerami z imionami nowożeńców oraz serpentynami, ogromnymi wstążkami i balonami. Po przywitaniu młodej pary oraz ich rodziców rozpoczęła się impreza właściwa, czyli  bębny, tańce i zabawa do białego rana. Co z alkoholem? No cóż, nie było. :)

Kobiece dylematy

Najczęściej zadawanym mi pytaniem, odnośnie życia w Turcji, jest kwestia tego, co kobiecie można, a czego nie można. Zazwyczaj z przymrużeniem oka odpowiadam, że można wszystko, albo i więcej. Tutaj bowiem ryzyko, że zostaniemy napadnięte lub chociażby zaczepione przez agresywnego, niezidentyfikowanego pijanego typa wydaje mi się dużo mniejsze, niż w Polsce. Oczywiście od każdej reguły są wyjątki, a uważać należy wszędzie. Abstrahując od skrajnych przypadków, kobiece życie codzienne w Turcji miewa się dość normalnie. Można chodzić wszędzie, z wyjątkiem dość charakterystycznych knajp, w których siedzą sami faceci i grają w tavlę (z daleka przypominającą nasze warcaby). Jeśli już zabłądzimy i wejdziemy do jednego z tych miejsc, nie spotka nas oczywiście żadna kara, poza zdziwieniem lub rozbawieniem gromadki dziadków.

Na koniec pytanie nurtujące wszystkie kobiety wybierające się do Turcji: jak się ubierać? Już na początku pragnę uspokoić – nie, nie trzeba chodzić w długich spodniach, golfach, chustach na ramionach ani burkach. :) Turcy są przyzwyczajeni do turystów i rozumieją, że przybywamy z innych kręgów kulturowych. Same Turczynki dzielą się z resztą na te, które chodzą ubrane w sposób bardzo konserwatywny i te, które ubierają się podobnie do Polek. Sukienki, spódniczki i odkryte ramiona nie są dużym grzechem, pod warunkiem, że nie wybieramy się do meczetu lub nie chadzamy na samotne spacery. W tym drugim przypadku trzeba bowiem się liczyć z tym, że mężczyźni zwrócą na nas uwagę i będą próbowali nawiązać komunikację, ale przecież sprawa ma się podobnie (albo i gorzej) także i w Polsce.

  • 1
    Share

Czas (tureckich) Romów! Święto Hıdırellez

Co za gwar, co za śpiew, co za tańce! W miniony wtorek tureckie ulice pełne były dźwięków bębnów, trąbek i tamburynów. Wszystko to za sprawą społeczności romskiej, która w dniach 5-6 maja świętuje Hıdırellez, czyli święto wiosny, rozkwitającej natury oraz płodności. Pragnąc w pełni poczuć atmosferę tego niezwykłego wydarzenia, wybraliśmy się do Izmiru, w którego Parku Kultury tureccy Romowie urządzili wielobarwny i piękny festiwal wiosny. Atmosfera izmirskich zielonych płuc, jak potocznie nazywany jest Kültürpark, była iście magiczna i oniryczna.

Hıdırellez upamiętnia dzień, w którym prorok Hızır spotkał na ziemi proroka Eliasza. To właśnie z kompozycją tych dwóch imion wiąże się nazwą festiwalu, która w języku romskim brzmi Ederlezi. Na przestrzeni wieków narodziło się wiele wierzeń związanych z imieniem Hızıra. Według jednego z nich osiągnął on nieśmiertelność, pijąc wodę życia. Odtąd prorok ten, podobnie jak Eliasz, często wędruje po ziemi i morzach, zwłaszcza na wiosnę, pomagając ludziom w potrzebie. Jako uosobienie źródła dobroci i zdrowia, Hızır wraz z nadejściem wiosny przynosi nowe życie. Spotkanie dwóch proroków oznacza fuzję ziemi i wody.

Jedną z najbardziej znanych legend związanych z postacią proroka jest cud, jaki zdaniem wielu Turków wydarzył się podczas wojny w Korei 1950 r., w trakcie której chińskie oddziały aresztowały oraz usiłowały zabić jednego z tureckich żołnierzy. Przestraszony Turek miał wówczas krzyczeć “Ya Hızır!”, które to słowa wywołały samego proroka, objawionego w postaci 100 tureckich żołnierzy.

Dzień Hıdırellez czczony jest zarówno w Turcji, jak i na Bałkanach, gdzie kultywowana jest jego chrześcijańska odmiana, nazwana Đurđevdan. Siła tej tradycji wśród południowych Słowian wynika przede wszystkim z dawnego pozostawania pod kontrolą Imperium Osmańskiego.



Hızırowa uczta

Społeczność romska czas ten traktuje przede wszystkim jako pretekst do zabawy, wspólnego biesiadowania oraz uczczenia rozkwitu wiosny, która przynosi miłość oraz płodność. Ta ostatnia właściwie objawiała się tego dnia niemal na każdym kroku, gdyż nie sposób zliczyć ciężarnych kobiet romskich, jakie brały udział w wydarzeniu! Ponadto wszędzie unosił się zapach grillowanej jagnięciny, którą wcześniej, zgodnie z muzułmańską tradycją, pozyskano metodą uboju rytualnego. Mięso to, wypasane na gruntach  po których przechadzał się Hızır, jest źródłem zdrowia i szczęścia.

Oprócz jagnięciny spożywano wiele innych tradycyjnych pokarmów, które wywodzą się przede wszystkim z kuchni tureckiej. Romska uczta trwała do późnego wieczora, a chętnych do skosztowania przysmaków – zarówno wśród Romów jak i Turków – było całe mnóstwo. Moim faworytem na festiwalu było gözleme, czyli tureckie smażone placki z nadzieniem, podawany na ciepło (a właściwie na gorąco!). Panie serwujące ten przysmak przyrządzały go z prędkością światła, a smakosze ustawiali się w naprawdę długich kolejkach. Tuż po uczcie nadszedł czas na obrzędy..


Skaczące przez ogień

Obchody Hıdırellez przynoszą ze sobą również wiele praktyk rytualnych, których celem jest przede wszystkim uzyskanie zdrowia i płodności. Najsłynniejszym z nich jest wieczorny skok przez ognisko, wzniecone na starych rzeczach oraz drewnie. Romowie skaczą przez ogień co najmniej trzy razy, wypowiadając przy tym modlitwy. Zgodnie z wierzeniami rytuał ten ma przynieść zdrowie i oddalać choroby przez cały kolejny rok.

W dzień poprzedzający obchody święta tureckie dziewczęta i kobiety marzące o małżeństwie umieszczają swoją biżuterie w garnku, a następnie wlewają do niego trochę wody i pozostawiają na całą noc pod drzewem różanym. Następnego dnia panie gromadzą się wspólnie, by wyjąć z naczynia swoje przedmioty, recytując przy tym turecką poezję.

Życzenia i modlitwy Romowie wyrażają tego dnia także na wiele innych sposobów. Popularną praktyką jest zapisywanie ich na małych karteczkach, a następnie wrzucanie do pobliskiej rzeki lub morza. Inny sposób to popularne zawiązywanie na gałęziach drzew wstążeczek, które symbolizują wypowiadane życzenia.



Brzmi znajomo?

Ederlezi to także nazwa tradycyjnej romskiej pieśni ludowej, której znanych wersji nie sposób zliczyć. W Turcji znane jest nagranie Sezen Aksu “Hıdrellez”, pochodzące z 1997 roku. Pieśń wychwala nadejście wiosny, a wraz z nią samego festiwalu..

Brzmi znajomo? Oczywiście! :) Najpopularniejszym propagatorem “Ederlezi” jest bowiem Goran Bregović, którego wersja użyta została w filmie Emira Kusturicy zatytułowanym “Czas Cyganów”. Bregović nagrał także wiele innych wykonań utworu Ederlezi, wśród których znalazła się bijąca rekordy popularności piosenka “Nie ma, nie ma ciebie”, nagrana w duecie z Kayah.

Nieco więcej na temat obyczajów tureckich Romów pisałam również tutaj.

  • 1
    Share

Turcja : cieśnina Dardanele

Mieszkamy nad morzem, nad brzegiem cieśniny Dardanele, między Półwyspem Bałkańskim a Azją Mniejszą, która łączy Morze Egejskie z morzem Marmara. Mieszkamy na kontynencie azjatyckim, jednak przeprawa do Europy zajmuje promem kilkanaście minut. Mieszkamy na skrzyżowaniu kluczowych szlaków turystycznych i handlowych, co objawia się w kursowaniu po wodach cieśniny niezliczonej ilości i wielkości statków towarowych. Jakby tego było mało, mieszkamy również w górach, które otaczają miasto niemal z każdej strony. Tego rodzaju nadmiar zalet lokalizacyjnych przytrafił się światu zaledwie w kilku miejscach, a jego magia często przypomina o sobie znienacka.

Magia çanakkalskich promów

Nigdy nie znudzi mi się obserwowanie promów, kursujących pomiędzy brzegami cieśniny Dardanele, podobnie jak nigdy nie zapomnę fascynujących opisów kursów statków na Bosforze, jakie w czasach licealnych wyczytywałam w powieściach Pamuka. Do portu w Çanakkale dobijają promy różnej wielkości, począwszy od tych zabierających na swój pokład dużą ilość samochodów towarowych, po te typowo turystyczne, kursujące na pobliskie wyspy. Nie są one tak nowoczesne i szybkie, jak np. te w Izmirze, jednak tutaj cenniejsza od szybkiego przeprawienia się przez cieśninę, jest możliwość podziwiania genialnych widoków podczas rejsu. Przeprawa promem to rozrywka sama w sobie również dlatego, że ich wnętrza są zwykle dość dobrze zaopatrzone w mini-restauracje, w których można zjeść ciepły posiłek, napić się kawy, porozmawiać z podróżnymi, czy po prostu poobserwować otoczenie. W wyposażeniu promów obowiązkowo znajduje się również mini mescit, czyli miejsce w którym muzułmanie mogą pomodlić się w trakcie morskiej podróży.

Oprócz promów oraz statków towarowych z niemal całej Europy, przez cieśninę w okresie letnim przepływają także duże promy wycieczkowe z Włoch. Przepływają szybko, lecz dostojnie, ciesząc oczy swoim blaskiem. Gdy zbliżają się do Çanakkale z pokładu zaczynają błyskać flesze aparatów, gdyż najwidoczniej na podróżnych odległy widok miasta również robi wrażenie.

Delfiny, delfiny!

Obserwowanie tego, co dzieje się na wodach cieśniny, to zajęcie do nie znudzenia odprężające i za każdym razem dodające garść nowych wrażeń. Dopieszczeni wiosenną temperaturą, wybieramy się często na spacer po iskele (z tur. promenada), gdzie rybacy leniwie zarzucają swoje wędki, kobiety prowadzą intensywne dyskusje przy çayu, a ich dzieci radośnie biegają wokół meczetów. W okolicach głównej promenady i portu unosi się ten specyficzny zapach ryb i morskich fal, a ostatnimi czasy powietrze zaszczepia zachłanną myśl o wiośnie. Podobno sprawcą wiosennego ciepła jest lodos, południowo-zachodni silny wiatr znad afrykańskiej Sahary. İskele, ze swoją wieżą zegarową i portem, to samo serce miasta. Kilka dni temu największą atrakcją naszego spaceru stała się przepływająca stosunkowo blisko brzegu ławica delfinów. Muszę przyznać, że był to pierwszy raz kiedy zobaczyłam żyjące na wolności delfiny w Turcji i zupełnie nie spodziewałam się zobaczyć ich tak blisko miejskiego brzegu. Jakie szczęście, że miałam ze sobą aparat i zdołałam uchwycić te piękne istoty.

Delfiny w okolicach Dardanele oraz cieśniny Bosfor są szczególnie zagrożone zarówno ze względu na intensywny rozwój hoteli oraz infrastruktury handlowej, jak i, wspomniane wyżej, duże ilości statków kursujących codziennie przez wody cieśniny. Pluskające w wodzie delfiny tamtego dnia wydawały się jednak nie zważać na swoje problemy demograficzne, a ich charakterystyczne radosne dźwięki słychać było na odległość.

Przeszłość na dnie morza

Półwysep Gallipoli to dość znane miejsce wszystkim miłośnikom nurkowania. Oprócz bogactwa przyrody, historia zostawiła tu na dnie morza także dziedzictwo I Wojny Światowej, w postaci pozostałości wraków statków oraz samolotów. Na temat losów wojennych tych okolic oraz udziału żołnierzy polskiego pochodzenia w działaniach wojennych wspominałam już tutaj kilkukrotnie. Z radością odkryłam również ostatnio stronę www.wyprawywrakowe.pl, na której to odnaleźć można artykuły Polaków dotyczących ich pionierskich ekspedycji, podczas których przemierzali dno cieśniny w celu odkrycia wraków statków oraz pocisków artyleryjskich. Relacja z ekspedycji do przeczytania tutaj.

Lokalizacja:

  • 1
    Share

Szkoła w Turcji

Mundurki szkolne nie tylko zwiększą bezpieczeństwo w szkołach i wprowadzą ład w ubiorze, ale jestem pewien, że staną się piękną tradycją i dumą każdego ucznia – te słowa głosił niegdyś w Polsce ówczesny minister edukacji narodowej, Roman Giertych. Od tego czasu minęło jakieś siedem lat, a szkoły w których obowiązują mundurki stanowią dziś w skali kraju niewielki procent. Fakt ten z pewnością zaskakuje każdą delegację z Turcji, która odwiedza polskie szkoły w ramach wymiany miast partnerskich, gdyż w kraju Ataturka mundurki to nadal sprawa dość oczywista. Dzieci oraz młodzież, dumnie maszerujący po tureckich ulicach, pozwalają dostrzec, że od dwóch tygodni rok szkolny trwa także i w Çanakkale.

W zeszłym roku Tureckie Ministerstwo Edukacji ogłosiło zniesienie nakazu noszenia mundurków, począwszy od roku szkolnego 2013/14. Ujednolicony strój szkolny jest jednak nadal bardzo popularny na terenie całego kraju. Temat ten – podobnie jak niegdyś w Polsce – wzbudza dziś wiele kontrowersji, a zwolennicy mundurków twierdzą, iż ich brak może doprowadzić do traum oraz podziałów wynikających z różnic pochodzenia dzieci i młodzieży.

Co interesujące pomimo tego, iż dominującą religią w Turcji jest bardzo restrykcyjny wobec kobiecego ubioru islam, elementem dotychczas obowiązującego dziewczęcego mundurku, jest dość krótka kraciasta spódniczka, najczęściej noszona wraz z czarnymi rajstopami. Chłopcy i dziewczęta do białych koszul obowiązkowo nakładają krawat. Kolorystyka strojów jest najczęściej zróżnicowana dla obu płci.

Ten europejski styl szkolnego uniformu z pewnością kojarzyć należy z postacią Mustafy Kemala, który po ustanowieniu Republiki w 1923/24, dokonał kompleksowej reformy edukacji, traktowanej wówczas jako najważniejszy priorytet w rozwoju kraju. Dodatkiem do tego procesu były także reformy w ubiorze, adaptujące wpływy europejskie. Celem tureckiego systemu szkolnictwa jest dziś wychowywanie produktywnych szczęśliwych osób, o szerokich horyzontach oraz narodowej świadomości. To dlatego każdy tydzień rozpoczyna się i kończy na placu szkolnym, gdzie wszyscy obecni uczniowie oraz nauczyciele śpiewają pieśń ku chwale swojego kraju, w której refrenie znajduje się zwrot ”Szczęśliwy ten, który może powiedzieć: Jestem Turkiem”.

Turecki system edukacji składa się z trzech poziomów: przedszkolnego, podstawowego oraz ogólnokształcącego. Obowiązkiem każdego obywatela jest ukończenie szkoły podstawowej, która obejmująca osiem klas. Młodzież pragnąca uczyć się na poziomie ogólnokształcącym ma do wyboru szkołę średnią lub zawodową. Absolwentów szkoły średniej, chcących kontynuować naukę na uczelni wyższej, obowiązują państwowe egzaminy na studia.

  • 1
    Share

Sufizm i wirujący derwisze w Çanakkale

Derwisze wierzą, że naśladowanie w trakcie tańca, zwanego Semą, ruchów ciał niebieskich zwiększa aktywność ich duszy oraz generuje więcej miłości do Boga.

Powrót z wakacji w Polsce. Gdy samolot zbliżał się do lądowania, a naszym oczom ukazał się niewiarygodny nocny widok gigantycznego i dumnie rozświetlonego Stambułu, pomyślałam, że miasto to nigdy nie przestanie mnie onieśmielać. Pobyt w kraju pozwolił zrozumieć, że próby opisania znajomym, jak żyje się w Turcji, są z góry skazane na niepowodzenie, gdyż ogrom ich negatywnych wyobrażeń na temat dzikości oraz grasującego niebezpieczeństwa (szczególnie w obliczu obecnej sytuacji w Syrii) jest – w ich mniemaniu – niepodważalny.

Oczywiście nie mam prawa się temu dziwić – na kilka tygodni przed wyjazdem myślałam bardzo podobnie, a oswajanie się z różnicami kulturowymi i wyzbycie się kulturowego egocentryzmu do teraz kiepsko mi wychodzi. Z drugiej jednak strony już pierwsze tygodnie pozwoliły mi zrozumieć, że Turcja to nowoczesny, naprawdę  n o w o c z e s n y  kraj, od którego kraje Europy Zachodniej mogłyby się sporo nauczyć, a życie codzienne ma się nijak do relacji w polskich mediach. Bogactwo tureckiej architektury, liczne inwestycje rewitalizacyjne, czy rozwinięta struktura komunikacyjna na naprawdę wysokim poziomie – to tylko kilka z elementów, które na pierwszy rzut oka robią tutaj wrażenie.

Symptomy  nowoczesności oraz dynamicznego rozwoju pozwalają mi chwilami niemal zupełnie zapomnieć o głębokiej dominacji muzułmańskiej tradycji oraz egzotyce kraju, a nawet poczuć się jak u siebie. W Çanakkale czasem częściej od kobiet w chustach spotkać można dziewczęta w szortach i krótkich spódniczkach, a w obliczu właśnie rozpoczynającego się roku akademickiego można mówić o małej eksplozji europejskiej mody na ulicach, zaskakująco konkurującej z tradycyjnym skromnym ubiorem preferowanym przez starsze oraz konserwatywne kobiety.  Obecność studentów ożywia atmosferę w mieście, która – szczególnie w pobliżu kampusów – niczym nie różni się od tej w państwach zachodnich. Z drugiej strony jednak te i inne znamiona ‘europejskości’ wydają mi się być zaledwie przykrywką, pod którą dumnie drzemie głęboka tradycja i egzotyka orientu, która od czasu do czasu daje o sobie znać – niekiedy w sposób zupełnie magiczny..

W trakcie ostatniego spaceru po pobliskiej plaży (w Çanakkale jest ich kilka) z oddali zaczął dobiegać dźwięk gry na instrumencie brzmieniem przypominającym flet. Nadmorskim muzykiem okazała się młoda dziewczyna w stroju muzułmańskim, grająca w odosobnieniu tuż przy brzegu. W pełnym skupieniu, zupełnie nie zważając na otoczenie, oddawała się muzyce – zupełnie tak, jak gdyby był to jej rodzaj modlitwy. Instrument, na którym grała dziewczyna to ney – turecki flet trzcinowy, który jest jednym z najbardziej typowych instrumentów klasycznej muzyki bliskowschodniej, a także pełni główną rolę w muzyce obrzędów sufich, do których najprawdopodobniej należała ta młoda kobieta.

Bractwa sufickie opierają swoją wiarę o mistyczno-ascetyczne praktyki, prowadzące do poznania Boga. U źródeł ich doktryny leży głęboka wiara cel regularnych modlitw, zbiorowych śpiewów, studiowaniu islamu oraz wyrzeczeniu się własnego ego w drodze do osiągnięcia jedności z boskim Absolutem. Sufizm to zbiorcze określenie dla wielu islamskich nurtów mistycznych, a na jego doktrynie swoją tradycję opiera między innymi wędrowne oraz ascetyczne bractwo muzułmańskie derwiszy. Ci wędrowni mnisi, zwani również mewlewitami oraz wirującymi derwiszami, swój początek zawdzięczają Dżalal ad-Din Rumiemu (1207 – 1273), uznawanego za jednego z najwybitniejszych poetów sufickich oraz mistyków perskich. Poezja Rumiego emanuje głęboką wiarą w miłość jako moc stwórczą istnienia wszechświata, a miłość do Boga celem ostatecznym w drodze do Absolutu. Wpływ poety na rozwój literatury krajów islamskich do dziś pozostaje nieoceniony, a jego twórczość uznawana jest za bezkonkurencyjne osiągnięcie mistycznej poezji sufickiej.

Charakterystyczną cechą, zainspirowanego poezją Rumiego, zakonu wirujących derwiszy jest medytacja w ruchu, przybierająca formę szybkiego obracania się wokół własnej osi – jak twierdzą,  w kierunku prawdy. Mawlewici wierzą, że naśladowanie w trakcie tańca, zwanego Semą, ruchów ciał niebieskich zwiększa aktywność ich duszy oraz generuje więcej miłości do Boga. Wirujący derwisze mają na sobie wysokie, filcowe nakrycie głowy. Podobno zdolny derwisz jest w stanie osiągnąć nawet czterdzieści obrotów na minutę, a najbardziej dramatycznym momentem w tańcu jest nagłe zatrzymanie się w miejscu po odpowiedniej sekwencji.

Symbol wirującego derwisza można dziś napotkać niemal wszędzie, gdyż tradycja tańca Mawlewitów została w dużym stopniu wchłonięta przez przemysł turystyczny, w ramach którego organizuje się dla turystów różnego rodzaju wieczorki tureckie, podczas których można obejrzeć tego rodzaju spektakl w wykonaniu tancerzy. Chętnych pragnących obejrzeć show derwiszów nigdy nie brakuje, a odkąd ustawowo zezwolono na sesje wirowania specjalnie dla turystów, znaleźli się i derwisze, którzy – pomimo z natury sekretnych praktyk – tego rodzaju występy z przyjemnością oferują.. Niemniej jednak czasami dużo lepszym pomysłem od uczestnictwa w uczcie mającej na celu nakarmić apetyt turysty, jest rozejrzenie się na około i uchwycenie magii prawdziwej Turcji.. niekiedy skrytej pod postacią dziewczyny po cichu muzykującej na plaży..

Lokalizacja:

  • 1
    Share

Kilitbahir w Turcji (Çanakkale)

Gdy symptomy szoku kulturowego zaczynają dawać się we znaki, wzmacniając tym samym tęsknotę za kontynentem europejskim, wrzucamy w kieszeń 3,00 TL i zmierzamy w stronę portu. Przy sprzyjających warunkach pogodowych, które latem mają miejsce niemal bezwarunkowo, morska ucieczka z azjatyckiego Çanakkale do Europy zajmuje około 10 minut. I tak oto jesteśmy w urokliwym miasteczku Kilitbahir.

Z pomocą firmy przewozowej, której promy przez cały dzień kursują w najwęższym punkcie cieśniny Dardanele, po maksymalnie kilkunastu minutach możemy przenieść się do urokliwego miasteczka Kilitbahır, znajdującego się w południowej części półwyspu Gallipoli. Nazwę miasta tłumaczyć można jako ‘klucz do morza‘ co wskazuje na istotne znaczenie obecnej na terenie miasta twierdzy dla obrony cieśniny Dardanele w czasach panowania imperium osmańskiego. Po europejskiej stronie cieśniny Dardanele tempo wydaje się wyraźnie zwalniać. W przeciwieństwie do tętniącego życiem Çanakkale, w Kilitbahır nie spotkamy zatłoczonych restauracji, nadmiaru sklepów czy tłumnie gromadzących się mieszkańców. Widok spacerujących turystów wzbudza tutaj raczej sensację, gdyż lokalna plaża stanowi miejsce wypoczynku przede wszystkim rodzin tureckich, które rozbijają tutaj swoje namioty oraz lokują campery.

Poznaj ceny hoteli w okolicy Çanakkale

Poza sielską atmosferą oraz cichymi knajpkami w stylu dość zamierzchłym, Kilitbahir ma do zaoferowania kilka wspaniałych obiektów architektonicznych, wśród których najważniejszym jest Twierdza Kilitbahir (tr. Kilitbahır Kalesi), która dominuje nad krajobrazem europejskiego brzegu cieśniny.  Jej siostrzana budowla znajduje się w Çanakkale, dokładnie na drugim brzegu Dardanele, a oba zamki zostały zbudowane z rozkazu osmańskiego sułtana Mehmeta Zdobywcy w XV wieku.  Budowa dwóch sąsiadujących twierdz wiązała się z ideą zapewnienia imperium osmańskiemu kontroli nad cieśniną Dardanele, skąd wiedzie droga do dawnej stolicy imperium, Stambułu.

Z informacji lokalnych mieszkańców wynika, iż w budowę oraz renowację zamku Çimenlik została zaangażowana – specjalnie w tym celu sprowadzona do Çanakkale –  społeczność osadników romskich, o czym świadczy znajdująca się w pobliżu budowli dzielnica cygańska Fevzipaşa. Romowie zamieszkujący te tereny czują się współcześnie rodowitymi mieszkańcami miasta a rdzenni mieszkańcy tureccy postrzegają ich obecność jako element dziedzictwa kulturowego Çanakkale oraz dowód na jego wielokulturowość. Współcześnie dzielnicę zamieszkuje prawie trzy tysiące Romów, a jej przestrzeń – o wyraźnie niższej infrastrukturze oraz wyraźnym ubóstwie – odizolowana jest od pozostałych stref miejskich. W okolicach twierdzy Çimenlik w XV wieku masowo osiedlali się również tureccy żołnierze wraz z rodzinami, a następnie Grecy, Ormianie oraz Żydzi.  Podczas zwiedzania centrum miasta z łatwością można dostać ślady ich dawnych osad, a różnorodność architektoniczna stanowi dla turystów prawdziwe wyzwanie.

Spacerując po europejskich terenach Kilitbahir nie można pominąć muzeum zlokalizowanego na terenie reduty Namazgah (tr. Namazgah Tabyası), gdzie znajdują się pokaźnych rozmiarów dziewiętnastowieczne bunkry. Kompleks budynków powołał do życia sułtan Abd-ul-Aziz, czyniąc go tym samym największym bastionem nad całą cieśniną. W roku 2006 tereny te zostały poddane gruntownej renowacji oraz zostały przekształcone w muzeum bitew morskich. Będąc na terenie muzeum warto wdrapać się (koniecznie o zachodzie słońca) na mury obronne lub lokalne wzgórza, z których roztacza się przepiękny widok na azjatycki brzeg, kompleksy budynków w Çanakkale oraz przepływające żaglówki.

Zmysł architektoniczny i oryginalność zabudowy, obecność budynków wojskowych oraz swego rodzaju niemal wyspiarski klimat miasteczka sprawiają, że ekspresowe wycieczki morskie do Kilitbahir na stałe wpisały się w nasz zwyczaj, a każda wizyta tam dostarcza nowych wrażeń. Pomimo tego, iż nasz turecki przyjaciel swego czasu zapewniał nas, iż jedyną atrakcją tego miejsca jest nielubiana przez niego ciotka (rdzenna mieszkanka tych terenów), w rezultacie okazało się, że spośród wszystkich polecanych przez niego okolicznych miejsc, to właśnie tereny Kilitbahır zauroczyły mnie najmocniej – nie tylko za sprawą szansy powrotu do rodzimego kontynentu..

Lokalizacja:

  • 1
    Share