Grecka wyspa Rodos

 

Były pierwsze dni września. Koła samolotu z impetem uderzyły w płytę lotniska Diagoras  na Rodos, w twarz uderzyła fala gorąca zmieszana z morską bryzą, a do głowy myśl, że znów czuję się podejrzanie u siebie. Nie zdążyłam jeszcze zdjąć walizki z taśmy bagażowej, a awanturujący się Grecy już rzucili od niechcenia do siebie kilkoma malakas. Nim się obejrzałam, moja nieśmiała próbka łamanej i beznadziejnej greki zawiodła w stronę autobusu zmierzającego do stolicy wyspy. Wyspy, na której przez 300 dni w roku świeci słońce. Wyspy, na której powstała Nike z Samotraki. Wyspy, którą przez cztery wieki władali Turcy, a wreszcie wyspy, która skrywa w sobie niesamowite ruiny rezydencji Mussoliniego.

Historie greckich wysp to ciąg burzliwych zmian akcji i brutalnych podmian głównych bohaterów. To, co wydaje nam się “greckim” od zawsze, o swoją “greckość” na przestrzeni wieków musiało walczyć mocno i zawzięcie. O tym, ile ma za sobą Rodos, najlepiej świadczy krajobraz stolicy wyspy. Sześćdziesięciotysięczne miasto o tej samej nazwie, usytuowane na północnym krańcu wyspy, zachwyca wielokulturowością i zróżnicowaniem architektury. Począwszy od starożytności wyspą władali m.in. Persowie, Rzymianie, Bizantyjczycy, Arabowie, Turkowie Seldżuccy, Osmanowie oraz Włosi. Każda z tych kultur odcisnęła tu swoje piętno, czyniąc wyspę wyjątkowo orientalną Grecją. Sama nie wiem, czy spacerując po malowniczych uliczkach starego Rodos, czułam się bardziej w Grecji czy w Turcji. Jedno jest pewne – taką ilością meczetów oraz elementów kultury muzułmańskiej nie powstydziłoby się niejedno zachodnie tureckie miasto..

Lokalizacja: