Jacy są Turcy? Część V: Czas na piknik!

Jacy są Turcy? Ten naród to prawdziwi entuzjaści piknikowania, którzy sztukę rodzinnego biesiadowania pod chmurką opanowali do perfekcji! Począwszy od wielkich metropolii, przez wsie i miasteczka, Turcja oferuje tysiące “piknik yerleri” (czyli miejsc piknikowych), rozsianych po całym kraju. Typowe potrawy piknikowe to chleb, ser, orzechy, nadziewane grillowane warzywa, ryby oraz mięso, na czele z kuru köfte.

Jacy są Turcy? Czas na piknik!

Sezon piknikowy rozpoczyna się wraz z nadejściem wiosny i trwa przeważnie aż do późnej jesieni, z wykluczeniem ramazanu. Rozgrzani wiosennymi promieniami słońca Turcy chętnie rzucają się w sidła natury i biesiadują wspólnie na łąkach, plażach, nad brzegami rzek, na łódkach lub w samych sercach miast. Typowy turecki piknik może rozpocząć się w porze lunchu i trwać aż do późnych godzin wieczornych. Turcy organizują biesiady wielopokoleniowe, z uwzględnieniem najstarszych i najmłodszych członków rodziny. Po zmroku piknik często przekształca się w ognisko, przy którym usłyszeć można śpiew i głośne rozmowy, niekiedy w towarzystwie rakı oraz wspólnych tańców. Obok ogniska do późnych godzin nocnych krzątają się roześmiane dzieci, którym ani się śni iść spać po bajce. W końcu to Turcja, tutaj późnym wieczorem naprawdę mało kto skupia się na spaniu!

Czytaj także: Izmir – tureckie miasto, które trzeba zobaczyć

Czy jest z nami dywan?

Od dawna intryguje mnie ta turecka metoda perfekcyjnego przygotowania do pikniku. O ile w Polsce to sprawa dość prosta, zwykle sprowadzającą się do zgrzewki piwa i kiełbasek, o tyle w Turcji piknik to przeważnie kuchnia na kółkach. Oprócz pieczołowicie przygotowanych potraw, Turcy mają zwyczaj zabierać ze sobą także krzesła, poduszki, dywany, różnego rodzaju gry i akcesoria im niezbędne, przenośny sprzęt muzyczny, a niekiedy nawet elektryczne oświetlenie. Sama na własne oczy wielokrotnie widziałam, jak wszystko to skrzętnie pakują do samochodów, by przemierzyć kilkanaście ulic i zjawić się na polu piknikowym. Zwykle ekwipunek ten wzbogacony jest o co najmniej jednego niemowlaka, który wymaga zabrania także wózka i tony niezbędnych mu gadżetów. :)

Czytaj także: Czy w Turcji jest bezpiecznie?

Pikniki starego Stambułu

Choć słowo “piknik” wywodzi się z francuskiego “pique-nique”, zwyczaj ten w Turcji zadomowił się jeszcze przed nadejściem odpowiedniego nazewnictwa. W dawnym Stambule, w okresie XIX-wiecznych reform, pikniki odgrywały istotną rolę w życiu społecznym. Za sprawą geograficznego położenia miasta, tereny piknikowe skupiały się wzdłuż wód Bosforu. Piknik yerleri rozciągały się od Galata do Kağıthane a także od Karaköy aż do Göksu. W tamtych czasach biesiadnicy musieli się zadowolić jedynie posiłkami na chłodno, wśród których dominowały plastry gotowanej jagnięciny, faszerowane liście winogron, ogórki, warzywa smażone na oliwie z oliwek, jajka, ser, pomidory oraz oczywiście słodycze. Pikniki wzbogacała obecność wędrownych sprzedawców, oferujących gotowaną kukurydzę, chałwę, mleczne desery czy kandyzowane owoce. Na stambulskich polach piknikowych nie mogło też zabraknąć dostawców kawy i çayu, zaopatrzonych w samowary, jak również wędrownych muzykantów i tancerzy, dbających o atmosferę biesiady.

Tradycja piknikowania przetrwała do dzisiejszych czasów, ciesząc się coraz większą popularnością. Jak to w Turcji, style i obyczaje bywają naprawdę różne.. :)

Czytaj także: Stambuł – to warto wiedzieć o tureckim mieście!

2 Comments

  1. Szkoda,że u nas nie ma takiego zwyczaju.Może w większych miastach są ale na pewno nie tak rodzinnie i wielopokoleniowo.Bardzo fajny blog.Zawsze inaczej myślałam o Turcji.Dzięki Tobie staje się ona bardzo przyjaznym i ciekawym krajem.Czekam z niecierpliwością na następne ciekawostki o Turcji.Pozdrawiam :)

    • Droga Mario – zwyczaj wprowadzasz sobie sama, nie musi on być narzucany odgórnie przez sasiadów czy władze. :) Dlatego mylisz się pisząc o Polakach “na pewno”. Na pewno w twojej rodzinie się tak nie spedza czasu, ale nie w całej Polsce. Są różne rodziny i różne potrzeby bycia razem.

      Moja rodzina ze strony matki spędza przynajmniej dwie imprezy rodzinne w stylu “piknikowym” na których zjawiają się babcie, wnuki, kuzynostwo, wujostwo – od najmłodszych po najstarszych.
      Pierwsza to niedziela Wielkanocna – po uroczystym śniadaniu spotykamy się nad wodą topić Marzannę a potem piknikujemy do wieczora przy słodkościach na pobliskiej leśnej polance (o ile pogoda dopisze, ostanio piknik trwał niestety godzinkę, bo spadł śnieg :) ) Dodatkowo “wielkanocny zając” ukrywa w okolicznym zagajnku prezenty i trzeba je sobie odszukać.

      Druga impreza to jesienne spotkanie powiązane później z imieninami kuzynów, które zwiemy “świętem pieczonego ziemniaka”. W tym przypadku rozpalamy około południa ognisko i palimy je do zmroku piekąc przy nim kiełbaski, szaszłyki i ziemniaki w popiele.
      Do tego oczywiście słodkości, sałatki, zupa w termosie.

      Na wyjazdy zabieramy stoliki turystyczne, składane krzesła, a jak są małe dzieci to wózki, zabawki. Na miejscu gramy w różne gry (w piłkę, w boule).

      W dużej, wielopokoleniowej grupie rodzinnej spędzamy także święta Bożego Narodzenia od wigilii po drugie święto, w wynajetym na tę okoliczność domku imprezowym – w naszych domach 13-21 osób (zaleznie od roku i dnia świąt) by się nie zmieściło przy stole. Pora roku nie sprzyja co prawda piknikom, ale jeśli tylko nie pada, to rozplamy sobie ognisko w pierwsze święto i wspólnie śpiewamy.

      Tradycja tych wspólnych spotkań w naszej rodzinie ma już ponad 35 lat!

      Rodzina ze strony ojca natomiast kompletnie nie jest tak emocjonalnie związana, spotkania sa rzadkie, sporadyczne i rzadko w wiekszym gronie.

      Więc jesli piszesz szczerze “szkoda” – zachęcam do przełamania się i zorganizowania własnej rodzinie takich celebracji wspólnych spotkań. Kluczowa jest tu tylko chęć i potrzeba bycia razem, jako rodziny, klanu. Chęć dobrej zabawy, nie krzywdzenia się i nie chowania uraz.

Skomentuj