Jacy są Turcy? Część III: Dobroć

Jacy są Turcy? Przypisywanie jednej cechy całemu narodowi czy społeczności lokalnej jest zbyt dużym uogólnieniem, które prowadzi albo do przesadnej idealizacji albo też do krzywdzącej krytyki. W każdym zakątku świata z łatwością możemy spotkać przykłady osób, które stanowią potwierdzenie lub zaprzeczenie stawianych przez nas uogólnień. Dzisiejszy wpis, stanowiący trzeci z cyklu “Jacy są Turcy?”, podobnie jak dwa poprzednie, nie jest więc podszyty chęcią idealizowania Turków, a jedynie próbą podsumowania moich doświadczeń, których od roku dostarcza mi mieszkanie w Turcji. Naczelną cechą, jaka już zawsze kojarzyć będzie mi się z mieszkańcami Turcji to.. dobroć! :)

Jacy są Turcy?  Subiektywne refleksje Polki

W poprzednich wpisach wspominałam kilkukrotnie, że moje początkowe zderzenie z kulturą Turcji i Turków podszyte było moim dystansem i sporą dozą nieuzasadnionej niechęci do tej “jakże odmiennej” kultury. Im dłużej tu mieszkam, tym mniej dostrzegam różnic i tym mniej rzeczy wydaje mi się inne, odległe, orientalne. Z pewnością po pewnym czasie życia za granicą obraz dwóch krajów zaczyna się na siebie nakładać, a poczucie obcości całkowicie zanika. Obraz Turków rysował się w mojej głowie ostrożnie i powoli, systematycznie eliminując nieuzasadnione uprzedzenia. Do mojej dzisiejszej oceny przyczyniły się przede wszystkim osoby, które poznaliśmy i znamy bezpośrednio i których absolutnie bezinteresowna dobroć wielokrotnie wprawiała nas w lekkie poczucie zawstydzenia i zdziwienia.

Jacy są Turcy? Przyjaciel niezawodny

Nasz przyjaciel B. był pierwszą osobą, jaką spotkaliśmy w Çanakkale. Poznany zupełnie przez przypadek, podczas naprawy komputera, już na samym początku zaczął pomagać nam w poszukiwaniu idealnego mieszkania, w robieniu wielkogabarytowych zakupów, meblowaniu i wożeniu nas z miejsca na miejsce swoim wiekowym oldschoolowym samochodem. Wszystko to robił zupełnie bezinteresownie, zupełnie nas wówczas nie znając. Szczerość, zaufanie i pomocna dłoń to coś, co po prostu bywa tutaj naturalne. Nie sposób zliczyć sytuacji, w których B. wielokrotnie pomagał nam w ciągu tego roku, ale były wśród nich takie hity jak wizyta w szpitalu, kolejna przeprowadzka i wszelkie formalności z nią związane czy reagowanie na nasze nocne telefony alarmowe. Podczas Ramazanu B. wraz z swoją mamą zwykł zapraszać nas na kolacje, gdzie karmili nas syto swoimi pysznościami, zupełnie nie przejmując się tym, że świętują muzułmańskie święto wraz z chrześcijaninem i ateistką. Nie chcąc wykorzystywać dobroci B., prosiliśmy o pomoc w naprawdę kryzysowych momentach i w żadnym z nich nas nie zawiódł. Choć B. jest absolutnie wyjątkowy, to tego rodzaju stosunek do przyjaciół (również tych nowo poznanych) jest w Turcji czymś oczywistym.

Czytaj także: Pamukkale – obowiązkowa atrakcja Turcji!

Jacy są Turcy? Prezenty to norma! Odmówić nie wypada

Gdy mieszkasz w Turcji i jesteś yabancı (czyt. obcy) musisz liczyć się z pewnymi szczególnymi zachowaniami. Próby zaserwowania darmowej herbaty, kawy, czy ciasteczka są tutaj na porządku dziennym. Na targowiskach w Twoich dłoniach lądują darmowe jabłka, pomidory melony czy arbuzy. Taksówkarze zaokrąglają sumy przejazdu w dół, a kierowcy autokarów wybaczają, gdy zapominasz doładować swojej karty komunikacji miejskiej.

Nie sposób zliczyć ilość sytuacji, w których musieliśmy błagać zaprzyjaźnionego właściciela restauracji o przyjęcie od nas kilku lir za zamówioną kawę czy herbatę. Bo choć jego lokal dopiero przeciera szlaki na mapie względnie popularnych miejsc w mieście, a dochody są niskie, przedobry jegomość najchętniej rozdałby wszystko za darmo. Pewnego dnia, ze względu na jego dobrotliwą duszę, wpadliśmy na pomysł oddania mu na przechowanie naszych miniaturowych żółwi podczas tygodnia spędzanego w Polsce, za co następnie nagrodziliśmy butelką polskiej wódki. Nasz przyjaciel natychmiast zgodził się zaopiekować gadami i udał się ustawić ich wyspę tuż obok dwóch akwariów ryb, które również okazały się gościć w jego restauracji chwilowo.  :)

Czytaj także: Jak znaleźć hotel w Turcji?

Oprócz prób zaserwowania kawy oraz herbaty, zdarzyły mi się także jeszcze bardziej zaskakujące historie. Pewnego dnia w czasie przerwy w zajęciach odwiedziłam jedną z lokalnych kafejek internetowych. Ponieważ była pora obiadowa, a właściciele akurat zamawiali sobie gorący posiłek, postanowili zamówić go także dla mnie. Po kilku minutach przed moim komputerem wylądował talerz pełen pyszności, który przymusowo okazał się oczywiście “bedava”.

Jacy są Turcy? Yabancı ma swoje prawa

Z byciem “yabancı” wiąże się wiele innych niepisanych przywilejów, jak ułatwienia w urzędach czy instytucjach publicznych. Każdy rozumie utrudnienia jakie towarzyszą temu, kto nie mówi biegle po turecku i z trudnością odnajduje się w załatwianiu wielu formalności. Yabancı mają ułatwienia w oczekiwaniu na Internet, yabancı mogą wnosić jedzenie z KFC do sal kinowych, a wreszcie yabancı mogą liczyć na anielską cierpliwość urzędników. No, może nie każdy yabancı tak ma, ale my miewamy to szczęście. :)

Na szczególne wyróżnienie zasługuje pani policjantka  pracująca na lokalnym komisariacie, u której to należy załatwiać wszelkiego rodzaju formalności związane z wizą oraz ikametem. Nie sposób opisać jej wyrozumiałość i anielską cierpliwość za każdym razem, gdy należy dokonać jakiejś zmiany w naszych danych. Największą karą, jaka może nas wówczas spotkać są jej wywody na temat bycia feministką.. :)

Jacy są Turcy? Urodziny to rzecz święta!

W trakcie starań i certyfikat językowy zdarzyło mi się poznać przesympatycznego B(2)., który z zawodu jest żołnierzem. Jego cechy charakterystyczne to 2 metry wzrostu, postawna postura i serce dobre jak u dziecka. B(2). bardzo szybko zasugerował, że z chęcią pozna mojego ówczesnego narzeczonego i wyskoczy gdzieś z nami na wspólne piwo. W związku z tym, że nadarzyła się okazja, bo narzeczony obchodził urodziny, zaproponowałam wspólne wyjście. Ciężko było opisać naszą minę, gdy B(2). zjawił się na spotkanie wraz z prezentem, którym okazała się elegancka koszula. Nie znając nas właściwie wcale przyniósł prezent, wpisując się nim doskonale zarówno w rozmiar jak i gust jubilata. Nim zdążyliśmy w pełni odwdzięczyć się serią piw, B. zniknął na chwilę sugerując, że musi załatwić pewną sprawę ze znajomym. Po kilkunastu minutach ujrzeliśmy kelnera, który zmierzał w stronę naszego stolika z przepięknym czekoladowym tortem, pełnym płonących urodzinowych świeczek. Nie muszę dodawać, że wszystko to zaaranżował B(2)., który jeszcze wtedy naprawdę ani trochę nas nie znał.

Czytaj także: Największe atrakcje Turcji

Jacy są Turcy? Na pomoc autostopowiczom

Przyznaję, że nigdy w życiu nie wpadło mi do głowy korzystanie z autostopu. Brzmiało jakoś niezręcznie, niepotrzebnie i młodzieżowo. Ponieważ jednak zewsząd docierają do mnie opowieści o szalonych autostopowych podróżach, a my mieliśmy jeszcze pięć długich godzin do nocnego autokaru z Grecji do Turcji wpadł nam do głowy pewien pomysł. Chwilę później jechaliśmy małym busem z dość podejrzanym Ukraińcem, który mieszając grecki z rosyjskim wysadził nas nagle na środku autostrady, twierdząc, że musi już wracać do swojej kazachskiej żony a punkt ten dogodny jest do złapania dalszych współpodróżnych.

Wszystko byłoby nieźle, gdyby nie fakt, że w kilkanaście minut zrobiło się już zupełnie ciemno a grecki kryzys objawia się między innymi brakiem oświetlenia na autostradzie Egnatia Odos. Zrezygnowani rozpoczęliśmy spacer wzdłuż autostrady, mając świadomość że od najbliższego miasta dzieli nas około 30 km a zakaz zatrzymywania na autostradzie nie wróży, że ta historia skończy się optymistycznie. O ile nie zaatakuje nas jakaś dzika zwierzyna i nie przejedzie rozpędzony tir, być może dotrzemy do miasta na śniadanie.

Czytaj także: Czy w Turcji jest bezpiecznie?

Mijani przez dziesiątki rozpędzonych aut na greckich rejestracjach straciliśmy wszelką nadzieję, a kartka z napisem “Turkey” poległa zgnieciona w ciemnościach asfaltu. Kilkanaście sekund później mijający nas ogromny czerwony tir zaczął silnie hamować, by za chwilę czekać na nas kilkanaście dobrych metrów dalej. Zaskoczeni, odzyskawszy wszelką wiarę i nadzieję na przetrwanie, ruszyliśmy biegiem w stronę czerwonego kolosa. Nie sposób opisać ulgi i szczęścia na widok tablicy rejestracyjnej, na której widniały dwie literki: TR. Uff, jesteśmy uratowani – pomyślałam, nim jeszcze ujrzeliśmy twarz kierowcy. Ten okazał się przesympatycznym, czterdziestoletnim panem, który zmierzał w stronę tureckiej granicy. Zaskoczony, że zmierzamy do Çanakkale, zaopiekował się nami dając kawę, jedzenie i snując pasjonujące opowieści o relacjach grecko-tureckich. Przeprawa tira przez granice Unii Europejskiej zajęła kilka godzin, w trakcie których poprawiłam swoją znajomość tureckiego lepiej niż w trakcie kilku miesięcy nauki na uniwersytecie. Po przekroczeniu granicy tureckiej nasz nowo poznany znajomy zabrał nas do knajpki na ciepłą zupę i çay, a następnie zawiózł prosto w stronę Çanakkale, choć pewnie wcale nie było mu to po drodze.

Powyższe historie to zaledwie te najlepsze z najlepszych. Nie sposób bowiem zliczyć ilości dobroci i sympatii, jaka spotkała i na co dzień spotyka nas ze strony Turków. I w tej mojej subiektywnej obiektywności nie ma ani grama przesady. :)

Jakie są Wasze opinie, przygody i odczucia?

Turcja na własną rękę?
Taniej niż sądzisz!

Booking.com

Popularne teksty

Marzy Ci się Riwiera Turecka?
Rezerwuj bezpiecznie i tanio!

Booking.com

Zwiedzanie samochodem? Sprawdź najlepsze ceny!

Skomentuj:

17 myśli nt. „Jacy są Turcy? Część III: Dobroć

  1. Też się z tym spotkałam, to było przyjemnie szokujące :) Mój luby podczas wakacji w Turcji pęknął ząb jedząc makaron (był mięciutki, nadal nie wiem jak to zrobił ;D) i uszkodzenie zęba plus jód po dwóch dniach wywołały spory ból. Szukaliśmy więc dentysty, zostało nam 15 dni do przeżycia zanim wrócimy. Zapytaliśmy o jakiegokolwiek dentystę pana w sklepie. Widział nas pierwszy raz, a zamknął sklep, prowadził nas uliczkami przez 15 minut, wyjaśnił dentyście, żeśmy w potrzebie (mimo że dentysta mówił po angielsku a sklepikarz nie) i wrócił po godzinie zobaczyć, czy cierpiącemu już lepiej. Dla mnie poprostu kopara w dół. W przeddzień wyjazdu trafiliśmy na Eid-al-Adha, jako że też jesteśmy muzułmanami, świętowaliśmy w domach dwóch rodzin z okolicy naszego hotelu,wręcz zmuszeni pod groźbą śmiertelnej obrazy ;P Dodaję blog do obserwowanych, zakochałam się w Turcji i moim najskrytszym marzeniem jest wyjechać tam pewnego dnia na stałe, zazdroszczę ;) Będę tu zaglądać,
    Pozdrawiam

    • Saadem, dzięki za komentarz i podzielenie się Twoją historią. :) W warunkach polskich to wszystko rzeczywiście może brzmieć przyjemnie szokująco, a w Turcji jest czymś całkowicie naturalnym i nie wymagającym wdzięczności. Oby Twoje marzenia o zamieszkaniu w Turcji się spełniły! Czasem to prostsze niż nam się wydaje. :)

    • Drogi “katoliku”.

      Przypominam, że lefebryzm, który – jak mniemam – reprezentujesz, jest nurtem schizmatyckim, ma charakter sekty i stoi w sprzeczności z nauczaniem Kościoła katolickiego. Proszę więc, nie podpisuj się, jako “katolik”.

      Przypominam też, że żydów i wyznawców islamu w katolicyzmie nie określa się mianem “pogan”, ale okazuje się im szacunek, jako wyznawcom Jedynego Boga – mimo oczywistych różnic i z punktu widzenia Kościoła niedoskonałości i błędów w ich wierze.

      Życzę, żebyś swoją “apostolską” gorliwość realizował w jedności z Kościołem i w zgodzie z katolicką doktryną.

  2. Drogi katoliku.
    Nie wiem, skąd wyskoczyłeś. Cóż to za pytanie?
    Turcy, poganami? Absolutnie Nie.
    Turcy to zwyczajnie nadzwyczajni ludzie.
    Byłem, widziałem, czułem i wiem.
    Tak nawiasem, artykuł napisany doskonale.
    Nie będę rozpisywał się, odnośnie moich doświadczeń,
    powiem tylko, że zawsze w Turcji doświadczam dobra,
    mam sprawdzonych przyjaciół i znajomych.
    Wracam tam z wielką przyjemnością i nigdy się nie “odkocham”.
    A pomysł zamieszkania…hm…Tak jak pisze Agnieszka.
    Życie pisze niesamowite scenariusze.
    Gorąco Was pozdrawiam, czytam z nieukrywaną rozkoszą.

  3. Byłam kilka razy w Turcji i jestem nią zachwycona. Mam podobne odczucia, co Ty , Agnieszko.
    Na każdym kroku uprzejmość i pomoc w kryzysowych sytuacjach.
    Pozdrawiam:)

  4. Byłem w Stambule dwukrotnie, raz turystycznie, raz zawodowo. Ogólnie i w szczegółach – świetnie. Wracam niebawem i się na to cieszę. Aczkolwiek moje pierwsze spotkanie z Turkiem, które też miało miejsce przy okazji autostopu, dawno temu, wyglądało nieco inaczej. Też zatrzymał się, w czeskim Znojmie, łamanym niemieckim dogadaliśmy się, że jest kierowcą tirów, a teraz wraca prywatnie, potem do bazy i dalej w trasę. A my dokąd? Do Włoch. A to on może nas wysłać z którymś z kolegów z tirów, od razu dojedziemy. Tylko jedno… może żebym tak użyczył mojej dziewczyny jemu i kolegom?
    Hehe, wysiedliśmy jak najszybciej, na byle stacji benzynowej, i zrobiłem wszystko (nie tłumacząc rozmowy na polski), żeby z tej stacji odjechać z jakimś Austriakiem (a nie było to łatwe).
    Z czego nie należy wyciągać przesadnych wniosków, takie tylko, że wszędzie może być tak samo. Poza tym- cywilizacja! – miło, że pytał. W Polsce lub w Indiach mógłbym dostać gazrurką w łeb i dalej już bez pytania.
    Natomiast całkiem analogiczne sytuacje, jak opisane w blogu, trafiały mi się masowo we Włoszech i we Francji. Troska o nieznajomych, zaangażowanie i usłużność, bezinteresowna, bardzo daleko idąca pomoc. Zapraszanie na kolacje, gdy zapukało się z jakimś pytaniem (i Francja, i Włochy), wożenie po całym regionie w poszukiwaniu czegoś (Francja), zatrzymywanie się bez machania na autostradzie (pod Rzymem)… Ludzie w różnych miejscach są mili. Może i u nas niektórzy czasem coraz bardziej?

    • Potwierdzam, że inne nacje też bywają bardzo uczynne, zwłaszcza dla przybyszów, którzy nie są “masowym turystą”.
      Na miłych i chcących pomagać ludzi mozna trafić wszędzie.

      Niestety “masowy turysta” często ma zachowanie egoistyczne, roszczeniowe, nie liczące się z lokalną kulturą – stąd tworzy barierę między sobą a autochtonami. I potem pojawiają się krzywdzące opinie.

  5. Pani Agnieszko. Rozbudzila pani we mnie marzenie – zobaczyc ta urzekajaca TURCJE…A pani blog ,bardzo ciekawy. Przeczytalam kilka opisow .Bardzo mi sie podoba bede tu zagladac..POZDRAWIAM

    • Serdecznie dziękuję za odwiedziny i tak miłe słowa. :) Niezmiernie cieszy mnie, że choć trochę mogłam Panią zachęcić do odwiedzenia Turcji – zapewniam, że żaden opis ani fotografie nie oddają w pełni jej magii i wyjątkowości. :) Pozdrawiam serdecznie.

  6. Odwiedziłam Turcję dwa razy i bardzo chętnie znów tam wrócę. Oczarowała mnie już za pierwszym razem. Jadąc tam, myślałam, ze to taki mini- Egipt i na szczęście byłam w błędzie. Okazuje się, ze nocowaliśmy w Istambule w najbardziej niebezpiecznej dzielnicy, a podczas spaceru, nic nam się nie stało! To normalny, cywilizowany kraj. W hotelach przyjazna obsluga, na ulicy pomocni ludzie. I mężczyźni nie tacy nachalni i upierdliwi, jak Arabowie. Polecam podróżowanie do Turcji. Na pewno się nie zawiedziecie!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Styk Kultur na Insta!

Popularne artykuły:

Close
Przewiń na górę strony!

Ta strona używa plików cookies (tzw. ciasteczka) w celu prawidłowego działania narzędzi analitycznych i społecznościowych. więcej informacji

Ta strona używa plików cookies (tzw. ciasteczka) w celu prawidłowego działania narzędzi analitycznych i społecznościowych. Kontynuowanie przeglądania strony jest równoznaczne ze zgodą na ich wykorzystywanie. Istnieje możliwość wyłączenia plików cookies w ustawieniach przeglądarki, dzięki czemu nie będą zbierane żadne informacje.

Zamknij