Pieniądze w Tajlandii – waluta, płatność gotówką, karty płatnicze, wypłata z bankomatów

autor(ka): Marcin Bąkiewicz
Podoba Ci się tutaj? Pomóż nam dotrzeć do większej ilości czytelników:

Tajlandia pieniędzmi stoi! Niby to truizm, bo przecież pieniędzmi stoi każdy kraj, ale w powyższym zdaniu chodzi o pieniądze w formie namacalnej. Dla mnie i pewnie dla Ciebie również to trochę powrót do przeszłości. Ja, w każdym razie, przyzwyczajony i w zasadzie rozleniwiony przez powszechny w Polsce dostęp do płatności bezgotówkowych, noszący w portfelu niemal zakurzone, przysłowiowe 5 dych na czarną godzinę, nagle musiałem wrócić do szeleszczących banknotów i dzwoniących monet.

Płatności kartą i limity transakcyjne w Tajlandii

Oczywiście nie oznacza to, że plastikowy pieniądz w kraju tysiąca uśmiechów jest nieprzydatny. Im większe miasto i miejsce, w którym chcesz za coś zapłacić, tym łatwiej jest przekonać sprzedawcę do wyciągnięcia terminalu. Płatności kartą przyjmują duże sklepy czy hotele, ale pan na straganie z koszulkami czy pani, przyrządzająca na ulicy smaczne szejki już nie. Co więcej, przy płaceniu plastikiem pojawić się może zapomniany już w Polsce limit, poniżej którego kartą nie zapłacisz (np. w popularnej, niczym polska Żabka, sieciówce 7/11 próg to 300 BHT), albo prowizja, wynosząca 3%, którą Tajowie uwielbiają dodawać szczególnie w miejscowościach turystycznych. Z owymi przepisami się nie dyskutuje i nie ma od nich odwołania. Gdy w hotelu na Koh Lancie próbowałem przekonać panią recepcjonistkę, że to nie fair i że ich strona oraz bookingowa prezentacja milczą o owych 3 procentach, dodanych do ceny, spojrzała na mnie niby ze zrozumieniem, po czym znów powtórzyła, że 3% commision i tyle.

Tajska waluta i płatności gotówką

Tajska waluta to Baht (THB), który dzieli się na 100 satangów, występujący na papierze w formie dwojakiej: nowej i starej. Na awersie starych banknotów uwieczniony jest król Rama IX, na nowych jego następca. Banknoty zaczynają się od 20 bahtow. Niższe nominały obsługują monety: od 1 bahta do 10. I nie ma różnicy, czy płacisz nowymi czy starymi pieniędzmi. Tajowie traktują gotówkę z szacunkiem, właśnie ze względu na wizerunki królów, dlatego nie jest dobrze widziane „szastanie” pieniędzmi, gniecenie ich czy uszkadzanie. Dobre maniery wymagają podawania ich prawą ręką, choć odnoszę wrażenie, że w owe zasady nie są przez wszystkich Tajów przestrzegane. Po co jednak ryzykować obrazę? Lepiej być miłym. :)



Skąd wziąć tajską gotówkę?

Zakup gotówki w Polsce

My zawsze zaopatrujemy się w kantorze Redar, pod rondem Dmowskiego w Warszawie. Kantor ten ma w swojej ofercie waluty przeróżne, nawet mocno egzotyczne, po przyzwoitym kursie, nigdy też nie zdarzyło się, żeby bahtów zabrakło. Przykładowo: kurs pod koniec grudnia 2019 wynosił 13,25 zł za 100 THB, w tym czasie Revolutowy kurs wynosił około 12.50 za za 100 THB. Niestety wiele kantorów w Polsce bahtami nie handluje, albo ma je w swojej ofercie, ale za zdecydowanie wyższą cenę. Jeśli zatem nie masz dostępu do kantoru, albo nie chcesz kupować bahtów w Polsce, wtedy możesz przejść do punktów drugiego i trzeciego.

Zakup dolarów i wymiana na bahty w Tajlandii

Dlaczego dolary, a nie euro? Podobno na dolarach wychodzi się lepiej. Ważne – jeśli wchodzisz w amerykańską walutę, weź ze sobą nominały minimum 50 dolarowe, w jak najlepszym stanie. Z niższymi nominałami, lub uszkodzonymi, wytartymi, starymi banknotami może być problem. Wymiany dokonujesz w banku, weź że sobą paszport, bez niego nic nie wskórasz. Paszport zostanie na miejscu skserowany. Raz skorzystaliśmy z takiej opcji w Bangkoku, wszystko odbyło się bezproblemowo. Minusem jest to, że bank trzeba znaleźć i czasem trzeba poczekać w kolejce.

Wypłata pieniędzy z bankomatu w Tajlandii

Tu jednak pojawia się prowizja: niezależnie od podjętej kwoty większość bankomatów w Tajlandii zainkasuje od Ciebie 220 bht, lub kwotę zbliżoną. Czy od tej reguły są wyjątki? Kiedyś były, potem zdecydowana większość banków wprowadziła prowizje i dziś chyba każdy z nich ją pobiera. Innym problemem z bankomatami jest ograniczenie ilości gotówki – większość pozwala wypłacić 20 tys bahtów, niektóre ponoć nawet „tylko” 10 tysięcy. Trzeba też uważać na przewalutowanie.
Jeszcze jedna ważna uwaga: na granicy możesz zostać poproszony o pokazanie gotówki (nie wyciągu z konta czy karty) w ilości minimum 10 tys bahtów, lub ich ekwiwalentu w innej walucie. Nigdy się nam to co prawda nie zdarzyło, ale lepiej dmuchać na zimne.



Która z powyższych trzech opcji jest najkorzystniejsza? Nie będę się wymądrzał, bo kursy walut co chwila się zmieniają. Jedni twierdzą, że najlepiej kupić dolary i wymienić na miejscu, innym nie chce się biegać i szukać banku, więc kupuja w Polsce bahty. Na pewno wypłata z bankomatu jest wyjściem najmniej korzystnym z powodu prowizji, choć jest to opcja najbezpieczniejsza. Warto pamiętać też o tym, że czas to pieniądz. :)

Nasz sposób na płatności w Tajlandii

Na koniec opiszę nasz sposób na finansowe rozterki: jeżdżąc za granicę zawsze korzystamy z kart Revoluta. Każde z nas ma swoją, ja mam Visę, a Aga Mastercard. W Tajlandii Revolut pobiera 1% prowizji od wymiany pieniędzy w tygodniu, a 2% za wymianę w weekend. Nie jest to dużo, zważywszy na bezpieczeństwo i wygodę oraz możliwość wymiany dokładnie takiej kwoty, jaką chce się zapłacić. Plus kursy revolutowe i tak są korzystne w porównaniu z kantorowymi. Do tego zawsze kupujemy 20 tys bahtów w Polsce (wychodzi około 2600 zł na dwie osoby), pieniądze trzymamy w sejfach w hotelach, wyciągamy po 1000 bahtów (około 130 zł) na dzień, czyli gotówki wystarcza nam na dwa, trzy tygodnie, czyli w zasadzie na cały pobyt. Do tego gdzie tylko się da, płacimy Revolutem. Kartę można też podpiąć do konta w aplikacji Grab (tajski odpowiednik Ubera, choć działający też dla taksówek) oraz do Bookingu. Na szczęście z roku na rok coraz więcej miejsc w Tajlandii akceptuje karty płatnicze, choć do pełnej akceptacji kart pewnie jeszcze długo nie dojdzie. Pozostaje zaprzyjaźnić się z wizerunkami tajskich królów i przygotować portfele na gotówkę!

Autor zdjęć

Cześć, jestem Marcin! Pisanie zostawiam Agnieszce, za to towarzyszę Jej razem z aparatem, uwieczniając na zdjęciach to, co oglądamy. Czasem profesjonalną lustrzanką, lub bezlusterkowcem z zestawem obiektywów, innym razem komórką. Poza tym zaciągam Agę do sklepów muzycznych i na festiwale, szukając podczas naszych wojaży dobrej muzyki.


Podoba Ci się tutaj? Pomóż nam dotrzeć do większej ilości czytelników:

Dołącz do dyskusji

Ta strona używa plików cookies (tzw. ciasteczka) w celu prawidłowego działania narzędzi analitycznych i społecznościowych. Zgoda Czytaj więcej

Close