Podczas gdy w Polsce od lat kwitnie słuszna idea porządkowania przestrzeni publicznej miast, oczyszczania ulic ze szpetnych reklam oraz zmierzania ku schludności, w Turcji ulica żyje swoim życiem, zupełnie nie zważając na czyjeś gusta estetyczne. Zarówno reklamy, jak i wszelkiego rodzaju stragany, budki, wózki, stoiska czy też sami sprzedawcy, mogą znaleźć się niemal wszędzie. Dla kogoś, kto po raz pierwszy przechadza się turecką ulicą – szczególnie z dala od turystycznych kurortów – jej specyficzna orientalno-bazarowa atmosfera może okazać się sporym zaskoczeniem.

Czy jest z nami Sanepid? ;)
Choć Polska być może nie jest najlepszym przykładem kraju, w którym bezwzględnie i nienagannie spełniane są wszystkie normy Inspekcji Sanitarnej, nie mamy pod tym względem szczególnego powodu do wstydu, a unijne normy mocno nam w tym pomagają. W oczach przeciętnego turysty, wrażliwego na punkcie estetyki i higieny, widok typowej tureckiej ulicy, z dala od kurortowego zgiełku, początkowo może wywołać pewien paraliż. Mamy tu bowiem mnóstwo ulicznych sprzedawców żywności, niekoniecznie zaopatrzonych w środki niezbędne do zachowania czystości, mamy tu budki z kebabami i innymi tradycyjnymi przysmakami, których widok niekiedy pozostawia wiele do życzenia, a wreszcie mamy sporo knajpek i barów, w których obecność toalety nie jest oczywistością.
Czy to wszystko oznacza, że tureckiego street foodu należy kategorycznie unikać? Nie! Mi osobiście jeszcze nigdy nie zdarzyło się trafić w Turcji na jedzenie, do którego mogłabym mieć zastrzeżenia. Cały myk polega jednak na tym, by uważnie przyjrzeć się temu, w jaki sposób jest ono przygotowywane. Są miejsca, w których uroczy pan lub pani swoimi zakurzonymi dłońmi obracają placki do tantuni, są i takie w których wszystko odbywa się w rękawiczkach. Są sprzedawcy midiye, którzy będą próbowali przekonać nas do zakupu ostatnich sztuk swoich nieświeżych małż, lecz są również i tacy (w większości), którzy dołożą nam do nich serwetkę, wykałaczki oraz nawilżane chusteczki do oczyszczenia dłoni. Jakość serwowanej żywności najłatwiej zweryfikować po ilości zajętych stolików lub osób stojących w kolejce. Lokalni mieszkańcy najlepiej orientują się w tym, gdzie w mieście warto zjeść. Mnie w Çanakkale już na samym początku poinformowano, w której smażalni ryb oleju nie wymieniono od zeszłego lata. A z resztą, czy podobne rzeczy nie dzieją się także nad polskim morzem? ;)







Tureckie uliczne zawody
Turecka ulica to nie tylko jedzenie, to także – a może przede wszystkim – leciwe zawody! Niech was nie zdziwi widok starszej pani lub pana, którzy siedzą na chodniku obok najzwyklejszej w świecie wagi łazienkowej, namawiając was do odpłatnego zważenia się. W Çanakkale jest taki pan „od wagi”, który wytłumaczył mi niegdyś, że wcale nie robi tego z powodu braku pieniędzy – gdyż ma całkiem dobrą emeryturę – a jedynie dla towarzystwa i z potrzeby wyjścia do ludzi. Z reguły jednak są to ludzie w potrzebie, którzy w ten sposób starają się godnie zarobić na życie. Są również uliczni sprzedawcy, którzy oferują szczęśliwe losy, chusteczki higieniczne, starocie czy inne, trudne do zidentyfikowania przedmioty.
W Turcji mocno urzeka mnie obecność zawodów, o jakich w Polsce nikt nie słyszał lub – o jakich już nikt nie pamięta. Jednym z tych powoli zapominanych jest uliczny czyściciel butów, która to profesja w Turcji ma się naprawdę świetnie. Ich popularny trik to wybieranie swojej zwierzyny i „przypadkowe” upuszczanie tuż pod jej nogami szczotki do pucowania. Wybraniec oczywiście ową szczotkę podnosi, przy okazji dochodząc do wniosku, że jego butom brakuje blasku. Czasami panowie proponują darmowe czyszczenie, lub obiecują darmowe pasty do butów. W rezultacie i tak trzeba im zapłacić, a cena zwykle uzależniona jest od.. wartości butów. ;)


Reklama dźwignią handlu
Kwestią, od której zaczęłam swój wpis, jest obecność – a właściwie wszechobecność – nadmiaru reklam w tureckiej przestrzeni publicznej. Wystarczy spojrzeć na pierwszy lepszy sklep, sklepik czy (o zgrozo!) dworzec autokarowy, a oczopląs gwarantowany. Tam, gdzie da się jeszcze dołożyć jakiś mały banerek czy niewielki neonik, z pewnością szybko się on pojawi. Konkurencyjni reklamodawcy nie mają nic przeciwko wspólnej koegzystencji swoich przekazów reklamowych, bo też pewnie nie są jej świadomi. O wszystkim wydaje się decydować wizja właściciela sklepu lub jego szczera niechęć do zastanawiania się nad kwestiami estetyki. :)
Oczywiście są miasta i miejsca, w których sprawa wygląda dużo ładniej. W dużych tureckich metropoliach (i nie tylko w nich) istnieją przestrzenie publiczne, centra handlowe czy projekty architektoniczne, które swoją estetyką, nowoczesnością i pomysłem mogą wzbudzać w nas zazdrość. Jeżeli jednak, podczas pobytu w Turcji, traficie na miejsca w stylu tych z moich fotografii, pamiętajcie, że słowo 'orient’ zobowiązuje. ;)
P.S. Ten tekst powstał w oparciu o dużą dozę dystansu, jak również miłości do Turcji. :)

Wspaniała strona
Ci uliczni sprzedawcy są tacy… orientalni. Czyściciel butów ma warsztacik jak z Baśni 1001 nocy (widziałam podobne w Stambule itd.), a jakie cuda mają w Turcji uliczni sprzedawcy lodów!
Z innej szerokości geograficznej, ale też orientalne: na bazarze w Damaszku chodzili tacy pięknie ubrani sprzedawcy wody z ogromnymi dzbanami na plecach, z których czarodziejskim ruchem nalewali do szklanek czystą, chłodną wodę. To już zaginiony teraz świat…
Prawda! Ja nigdy nie mogę się napatrzeć na te stare tureckie zawody, które mało tego, że przetrwały, to uczyniły z siebie turystyczną trakcję. :) Ich krzyki, nawoływania, wygląd i przysmaki bardzo wzbogacają kulturę.
Inny świat :) A jednak to ich życie zdaje się być jakieś takie spokojniejsze niż to zagonione u nas i to wcale nie dlatego, że trawa u sąsiada jest zawsze bardziej zielona, a np dlatego, że bezrobocie nie straszne bo można np czyścić ludziom buty. Takie proste że aż śmieszne, zresztą… nawet gdyby było bezrobocie, to nie aż takie straszne w kraju, w którym w ogródku można mieć warzywniak. Jak ja nie trawię deszczowej Anglii ;D
Bardzo trafne spostrzeżenia. Pewne problemy oczywiście borykają ich, jak wszystkich, ale nigdy nie dostrzegłam tego rodzaju frustracji, zrezygnowania czy po prostu deprechy, o jakie u nas nie trudno. Turcy potrafią czerpać radość z życia, nawet jeśli żyją skromnie. A nadmorskie miasteczka to już zupełnie oaza spokoju i pogody ducha. :) Gdy deszczowa Anglia zacznie Ci mocno doskwierać, może warto zatem zastanowić się nad Turcją. ;)
Cały czas jest to na liście rzeczy do zrobienia, zajmie kilka lat ale daj Boże się uda :) to moje wielkie marzenie. Pozdrawiam
Bardzo barwne te uliczki :)
Jak myślicie, czy wypada stanąc w centrummiasta z taboretem, 2pudełkami pasy dwukolorowej, szczotą i szyldem bucikna błysk. Pytam serio.Czy musze zgłosić to do US?
Pewno, że fajne są takie ultra mini firemki. Tylko,czu u na trzeba by je zgłaszac w US? Planuje zostać być może czyscicielką butów. Jednak trzeba by nosić ze sobą garnek z wodą, umycie np.obuwia i rąk. Takie budki powinnypowstac dla czyścicielek w starszym wieku,koniecznie z malusieńkimi mini toaletami.
Albo firemka wielobranżowa,czścicielka butów + zszywająca urwany guzik, pocieszająca płaczące dzieci, wskazująca drogę do określonych miejsc czyli takie budkowe info, sprzedaż biletu na autobus i inne. .Takie budkiwynajmowało by się za malutkie pieniądze.