Dziś zabieram was do Mindelo, niewielkiego portowego miasta leżącego na północnym brzegu São Vicente, jednej z wysp Republiki Zielonego Przylądka. Czyniąc mały wyjątek od reguły, do wpisu nie dołączam tony zdjęć, które z zachwytem pstrykałam na prawo i lewo, próbując uchwycić każdy skrawek tego pięknego lądu. Dlaczego? Powód jest banalny – nie mam ich, bo nigdy nie byłam w Mindelo, ani nawet na żadnej z Wysp Zielonego Przylądka. Zaskoczeni?
Jest rok 2002. Wyobraźcie sobie kobietę w średnim wieku, zarządzającą jedną z niewielkich polskich placówek bibliotecznych, która staje na jednym z życiowych zakrętów, na jakie każdy z nas prędzej czy później trafia. Nie brzmi jak materiał na książkę? To zatem najlepszy moment, by wspomnieć, że nasza bohaterka w swojej zwyczajności jest kobietą absolutnie nadzwyczajną – ma pasję przez duże „p”, wiedzę przez duże „w”, a przede wszystkim głód życia i to „coś”, co za moment pozwoli jej przekuć ciężki moment w początek przygody, którą trudno byłoby zainscenizować najbardziej kreatywnemu twórcy. Uwaga. Nasza bohaterka zna kilka języków i kocha morny Cesarii Evory.
Wielu z nas ma swoich muzycznych idoli, a szczytem marzeń najbardziej zagorzałych fanów – za który niejednokrotnie płaci się w ostatnich latach po kilka tysięcy złotych – jest uścisnąć ich dłoń i zrobić sobie wspólne selfie. Co więcej, trudno uwierzyć, by dla artystów światowej klasy rytuał ten był równie przyjemny, co dla ich fanów. Jak to więc możliwe, że gdy Elżbieta Sieradzińska – późniejsza autorka książki „Cesaria Evora” – dotarła na backstage koncertu Bosonogiej Divy, ta – po zamianie kilku słów- bez wahania postanowiła zaprosić ją do swojego domu w Mindelo, kładąc podwaliny pod wieloletnią kobiecą przyjaźń, połączoną z niezwykle owocną współpracą? Cóż, takie historie dzieją się tylko wtedy, gdy spotykają się osoby o nieposkromionej wyobraźni i awersji do utartych schematów. Kto bowiem miałby w sobie tyle kreatywności, by dla lepszego porozumienia z ukochaną artystką nauczyć się języka kreolskiego?!:)
Elżbieta Sieradzińska nie napisała jednej z tych nudnych biografii, w których można zagubić się w nadmiarze dat, imion, nazw hali koncertowych i tytułów płyt. Napisała opowieść, z której sączą się dźwięki kabowerdyjskich morn, historię, która pachnie bryzą oceanu i – niczym najbardziej zaprawiony w bojach lokalny przewodnik – prowadzi zawadiackim krokiem przez wąskie, brukowane uliczki Mindelo, zwracając uwagę turystów na to, o czym nie mówią wyświechtane przewodniki. Pisarka stworzyła książkę, którą mógł napisać tylko ktoś, kto nad liczbę przesłuchanych płyt, może przedłożyć tylko ilość pochłoniętych książek. Autorka opowiedziała wreszcie narrację do bólu ludzką, która – obnażając słabości ludzkiej psychiki i fizyczności, zamiast współczucia wzbudza zachwyt – zachwyt nad Artystką Kompletną, jaką bez wątpienia była Cesaria Evora.
Nigdy nie byłam w Mindelo, ani nawet na żadnej z Wysp Zielonego Przylądka. Ale wiecie co? To miejsce jest mi już bliższe niż wiele z tych, które zdarzyło mi się odwiedzić.

Jeśli jesteście ciekawi, jaka była Cesaria Evora, gdzie dorastała, co wpłynęło na ukształtowanie jej muzycznej wrażliwości oraz jak wyglądało życie w trasie z Bosonogą Divą, koniecznie sięgnijcie po tę książkę. :)