Planujesz podróż do Turcji? Oprócz stroju kąpielowego i kremu z wysokim filtrem warto zaopatrzyć się również w wiedzę o lokalnej kulturze. Tureckie zwyczaje to niezwykle istotny element codzienności nad Bosforem.

Tureckie zwyczaje – gościnność
Ktoś mądry rzekł niegdyś, że żaden odwiedzany przez nas kraj nie jest obcy, bo jedynym obcym w nim elementem jesteśmy my sami. Przekraczając granice warto więc spróbować wziąć gościnny udział w lokalnej kulturze, przyswajając wcześniej kilka rządzących nią zasad. W przypadku Turcji naczelną z nich jest bycie otwartym i towarzyskim. Jeśli, podobnie jak ja, miewacie w swojej naturze coś z outsidera, powinniście obowiązkowo wziąć od Turków kilka lekcji przebywania wśród rodziny i przyjaciół (bo inaczej i tak Was jej nauczą). Każde wydarzenie jest w Turcji powodem, by wspólnie świętować, a w ostateczności chociaż spotkać się i pogadać.
Słowo hoşgeldiniz (witamy) to klucz do towarzyskiego sukcesu. Tureckie stewardesy przywitają Was nim już w pierwszych minutach pobytu na pokładzie samolotu, a powitanie to będzie Wam towarzyszyć już do samego końca wakacji. Na hoşgeldiniz odpowiadamy hoş bulduk, dając gospodarzowi sygnał, że czujemy się mile widziani. Jeżeli pomylimy te skomplikowane słowa lub w ostateczności zupełnie zapomnimy, co mieliśmy powiedzieć, nic złego się nie stanie – Turcy i tak będą uradowani z powodu nawiązanej komunikacji. :)

Zasady odwiedzin w tureckim domu
Turcy najbardziej na świecie uwielbiają spotkania w prywatnych domach, do których z chęcią zapraszają także nowo poznane osoby. Jeśli planujecie spędzić nad Bosforem więcej czasu, niż standardowy urlop, możecie być pewni, że poznani Turcy będą chcieli za wszelką cenę pokazać Wam swój dom i ugościć tym, co w nim najlepsze. Oczywiście, zasada ta nie dotyczy popularnych kurortów, w których zwykle aż roi się od obcokrajowców. :)
Zdejmij buty przed przekroczeniem progu
Przekraczając próg tureckiego domostwa obowiązkowo należy pamiętać o pozostawieniu obuwia przed drzwiami, gdyż jego zignorowanie stanowiłoby wyraźny błąd i znieważenie muzułmańskiej tradycji. Muszę przyznać, że w pierwszych tygodniach mieszkania w Turcji nie mogłam się naliczyć ilości par butów, rozlokowanych na korytarzach. W przypadku dużej rodziny można spotkać nawet kilkanaście par obuwia na jednej wycieraczce. :)

Jedz dużo, by sprawić radość gospodyni
Po pierwsze upewnijmy się, że nas żołądek jest pusty, a najlepiej rozpocznijmy głodówkę już dzień wcześniej. Jeśli tego nie zrobimy, ryzyko przejedzenia się oscyluje na granicy zagrożenia życia z powodu nadmiaru spożytego pokarmu. ;) Przed Waszym żołądkiem najprawdopodobniej stanie wyzwanie w postaci zjedzenia obfitego dania głównego, po którym zjawi się popcorn, orzeszki, owoce, ciasta, słodycze, a na koniec herbata i kawa. Mi zdarzyło się popełnić kardynalny błąd zjedzenia obiadu, tuż przed otrzymaniem spontanicznego zaproszenia na uroczystą kolację z okazji rozpoczęcia ramazanu. Choć robiłam, co mogłam, by zjeść jak najwięcej, urocza gospodyni nie mogła ukryć rozczarowania moim brakiem apetytu.


Nie dziw się brakiem stołu
Jeśli odwiedzasz kogoś w dużym mieście, jak Stambuł, Izmir czy Antalya, prawdopodobnie posiłek podany będzie na stole. Nadal jednak bardzo częstym zwyczajem są wspólne posiłki spożywane na podłodze, gdzie goście siadają wokół syto nakrytego obrusu lub na specjalnych pufach. Początkowo może Was to zaskoczyć, w praktyce jednak okazuje się bardzo wygodne i sympatyczne. Jeśli chcemy być mili i pochwalić zdolności kucharskie gospodyni, warto powiedzieć na koniec eline sağlik, co dosłownie oznacza „zdrowie dla twoich rąk”.

Zaoferuj pomoc w sprzątaniu
Po wspólnym posiłku miłym kobiecym gestem jest zaoferowanie gospodyni pomocy przy wspólnym zmywaniu. Choć nikt dziś nie przywiązuje do tego zwyczaju szczególnej wagi, to swoje prawdziwe korzenie wywodzi on jeszcze z dawnych czasów, kiedy to kobiety gromadziły się razem w kuchni, a mężczyźni mieli czas na „ważne” rozmowy. :) Jeśli zaoferujemy pomoc przy zmywaniu, musimy pamiętać, że Turcy zmywają naczynia tylko pod bieżącą wodą, nie namaczając i nie wycierając ich ściereczką lub papierowym ręcznikiem.
Wesela, zaręczyny, urodziny
Jak wspomniałam wyżej, w Turcji każda okazja może być powodem do świętowania. Są jednak takie, które świętować należy pod groźbą społecznego wykluczenia. Jeśli ktoś zaprosi nas na swoje wesele lub zaręczyny, z całą pewnością spotka nas tam wiele niespodzianek. Ponieważ tradycja ta jest znacząco odległa od naszej, nie sposób o dokładną instrukcję, jak powinniśmy się zachować, by nie popełnić żadnego faux pas. Możecie być jednak pewni, że współbiesiadnicy będą Was na bieżąco informować o tym, co się dzieje, a poczucie dyskomfortu będzie Wam obce aż do samego końca wydarzenia. Naczelnymi zasadami wszystkich tureckich imprez są: śpiew, taniec, dobra zabawa i błyskotki.

Spektakularne tureckie wesela mają to do siebie, że znaleźć się może na nich niemal każdy – począwszy od najbliższych po znajomych znanych zaledwie z widzenia. Turcy pragną dzielić się swoim szczęściem ze wszystkimi, zapraszając niekiedy pokaźne setki gości. Turecka uroczystość ślubna liczy zwykle kilka dni, a przygotowania do niej długie miesiące.
Kilka lat temu ślub brali moi tureccy przyjaciele. Ich lista gości zawierała „zaledwie” 500 osób, zatem swoją uroczystość skromnie określili mianem kameralnej. Z chęcią zorganizowaliby coś większego, ale niestety fundusze nie pozwalały, bo całe oszczędności pana młodego poszły na złoto dla jego wybranki. Impreza odbyła się w późnych godzinach wieczornych, a trwała do samego rana. Miejscem uroczystości była hala szkoły wraz z boiskiem, dumnie określone mianem „salonu ślubnego”. Wszyscy goście zostali posadzeni na wynajętych plastikowych krzesłach ogrodowych, które dość często królują na tureckich imprezach. Wszyscy przybyli w okolicach godziny dwudziestej, by oficjalnie powitać samochód z młodą parą. Ekstrawagancki pojazd był przystrojony, a właściwie przestrojony banerami z imionami nowożeńców oraz serpentynami, ogromnymi wstążkami i balonami. Po przywitaniu młodej pary oraz ich rodziców rozpoczęła się impreza właściwa, czyli bębny, tańce i zabawa do białego rana.

Kobiece dylematy
Najczęściej zadawanym mi pytaniem, odnośnie życia w Turcji, jest kwestia tego, co kobiecie wolno, a czego nie. Zazwyczaj z przymrużeniem oka odpowiadam, że można wszystko, albo i więcej. Tutaj bowiem ryzyko, że zaczepione przez agresywnego, niezidentyfikowanego pijanego jegomościa wydaje mi się dużo mniejsze, niż w Polsce. Oczywiście od każdej reguły są wyjątki, a uważać należy wszędzie. Abstrahując od skrajnych przypadków, kobiece życie codzienne w Turcji miewa się dość normalnie. Można chodzić wszędzie, z wyjątkiem dość charakterystycznych knajp, w których siedzą sami mężczyźni i grają w tavlę (z daleka przypominającą nasze warcaby). Jeśli już zabłądzimy i wejdziemy do jednego z tych miejsc, nie spotka nas oczywiście żadna kara, poza zdziwieniem lub rozbawieniem gromadki starszych panów.

Zasady kobiecego ubioru
Na koniec pytanie nurtujące wszystkie kobiety wybierające się do Turcji: jak się ubierać? Już na początku pragnę uspokoić – nie, nie trzeba chodzić w długich spodniach, golfach, chustach na ramionach ani burkach. :) Turcy są przyzwyczajeni do turystów i rozumieją, że przybywamy z innych kręgów kulturowych. Same Turczynki dzielą się z resztą na te, które chodzą ubrane w sposób bardzo konserwatywny i te, które ubierają się „po europejsku”. Sukienki, spódniczki i odkryte ramiona w zachodniej części Turcji nie są grzechem, pod warunkiem, że nie wybieramy się do meczetu lub nie chadzamy na samotne spacery. W tym drugim przypadku trzeba bowiem się liczyć z tym, że mężczyźni zwrócą na nas uwagę i będą próbowali nawiązać z nami bardziej lub mniej natarczywą komunikację.
Nieco inaczej kwestia ubioru ma się we wschodniej części Turcji, której mieszkańcy podchodzą do życia dużo bardziej tradycyjnie. Jak jednak widać na poniższym zdjęciu, które Marcin wykonał na przedmieściach Diyarbakıru, mocno konserwatywnego miasta w południowo-wschodniej Anatolii, także tam kobiety mają zróżnicowany i dobrowolny styl ubioru. :)

Bardzo dokładnie opisane. Dziękuję to już twoja 3 strona którą odwiedzam na temat Turcji :D
Bardzo mi miło, pozdrawiam! :)
Odnosząc się do książki, skądinąd bardzo ciekawej – gratulacje!, chciałam tylko zauważyć, że imię Agnieszka jak najbardziej ma swoje znaczenie :) Po prostu pochodzi z języka greckiego dlatego nie jest dla nas Polaków oczywiste, ale etymologicznie oznacza czysta, dziewicza, bez skazy, pewnie o to właśnie chodziło lektorowi z kursu językowego zadającemu pytanie o znaczenie imienia :) Może nazwałby Panią wtedy jakąś Safiye czy coś, bo chyba na przykład te imię ma podobne znaczenie :)) Polacy po prostu często noszą imiona pochodzące z innych języków – te pochodzące z greki, hebrajskiego czy łaciny, typu Anna czy Agnieszka właśnie brzmią nam polsko, ale rdzennie polskie przecież nie są, z kolei imiona słowiańskie jak najbardziej też mają znaczenie i możliwe, że ono jest dla nas ze względów językowych bardziej oczywiste (Krzesimir, Milena itp.) niż w przypadku imion zapożyczonych z innych kręgów kulturowych. Proszę jednak nie odbierać Agnieszce jej pięknego znaczenia i nie wprowadzać innych w błąd :)
Dziękuję za komentarz i lekturę książki! Oczywiście, znam etymologiczne pochodzenie tego imienia, ale – jak Pani zauważyła – nie jest ono dla nas oczywiste w języku polskim. Imiona tureckie niosą swój jasny przekaz i znaczenie, stąd Turcy są mocno przywiązani do ich analizowania. :)
Mieszkam w Niemczech, ale mam przyjaciółkę niemiecką Turczynkę, która właśnie się zaręczyła (też z niemieckim Turkiem). Przyjęcie zaręczynowe było skromne i odbyło się u niej w domu. Przyjechała rodzina chłopaka (mama, tata, 2 braci). Przywieźli słodycze. Najpierw wszyscy zasiedli do stołu i zjedli obfitą kolację, potem były słodkości, aż w końcu padło pytanie ze strony ojca chłopaka – skierowane do rodziców mojej przyjaciółki: czy oddadzą ją jej synowi w opiekę? Rodzice dziewczyny musieli pokazać, że się poważnie zastanawiają, więc zaczęli wypytywać: Czy napewno będzie o nią dbał? Czy będzie ją szanował? Czy będzie dla niego najważniejszą osobą? Czy niczego jej w życiu nie zabraknie? itp. Była przy tym kupa śmiechu, bo niektóre pytania wprawiały młodych w zakłopotanie :-)
Gdy wyczerpały się wszelkie pytania ze strony rodziców dziewczyny, spojrzeli na swoją córkę i zadali jej ostatnie pytanie: Czy chcesz wyjść za mąż za tego chłopca? Ona oczywiście się zgodziła :-)
Potem zaparzyła wszystkim kawę po turecku – a dla swego ukochanego posoloną i popieprzoną tak bardzo, że nie udało mu się jej wypić bez łez w oczach. Oczywiście znów była kupa śmiechu, gdy udawał, że kawa jest wyśmienita (tak nakazuje turecka tradycja). Na koniec jeszcze wszyscy goście i domownicy podzielili pomiędzy siebie symboliczne podarunki zaręczynowe (paczuszki z czekoladkami, kawą mieloną, serduszkami z wypisanymi imionami młodej pary). Po ok. 2 godzinach przyjęcie zakończyło się i wszyscy rozeszli się do swoich domów. Ślub odbędzie się w październiku :-)
Ale fajna relacja! Bardzo dziękuję za podzielenie się tą piękną historią. :)
Mogłaby pani mi powiedzieć jakie jest głowne tureckie jedzenie?
Pozdrawiam!
Moja przyjaciółka – Turczynka (ale mieszkająca od urodzenia w Niemczech) na okrągło wcina pszenne precelki z sezamem, które piecze jej turecka babcia. Poza tym do wszystkiego dodaje pieczywo (do zupy, do sałatki, do pełnego obiadu). Często jadam u niej zupę z soczewicy i zawsze mają mnóstwo warzywnych przystawek. Jedzą właściwie wszystko oprócz wieprzowiny. Do mięs dodają bardzo dużo sosów własnej produkcji. Wszystko jest świeże i pyszne!
Bardzo ciekawe, może kiedyś się do Turcji wybiorę, będzie jak znalazł. Dziękuję.
Miło mi! Dziękuję i pozdrawiam. :)
Czytam i czytam i tak bardzo namawiam męża :D może w końcu się uda :D
Uwielbiam Twoje artykuły i czytam Twój blog z ogromnym zaciekawieniem. Parę dni temu wróciłam z Turcji i miałam okazję być zaproszona na kolację do domu rodzinnego mojego znajomego, który mieszka w Antalyi. Oczywiście zdjęcie butów było obowiązkowe, ale nie zdziwiło mnie to, ponieważ w Polsce mamy przecież podobny zwyczaj! Widać, że Turcy przywiązują ogromną uwagę do spędzania czasu w gronie rodzinnym i pielęgnowania więzi między bliskimi, czego moim zdaniem brakuje nam tutaj w Polsce.
Pozdrawiam!
Serdecznie dziękuję za odwiedziny i miłe słowa! :) Życzę wielu cudownych powrotów do Turcji. :) Pozdrawiam.
I to, że 3/4 ludzi co chwile robi sobie przerwę na papieroska :)
Polak zapali po jedzeniu a Turek podczas jedzenia jeszcze ze dwa razy!
Zawsze kiedy przyjeżdżam do Turcji, pierwsze co mnie wita… zapach dymu i (zazwyczaj) upał. Niesamowite.
Jesli chodzi o tureckie uroczystosci:
wesela trwaja zazwyczaj bardzo krotko ( zwlaszcza w porownaniu z naszymi polskimi ) w mniejszych miejscowosciach moze jest troszke inaczej ja np. mieszkam w Adanie w przyjecia zareczynowe oraz wesela trwaja maksymalnie do polnocy. Przyjecie zareczynowe ktore ja mialam miesiac temu trwalo do mniej wiecej 23.30. Co ciekawe zaczynaja sie srednio kolo 19-20 (nie ma scisle okreslonej godziny, niestety co dla mnie pozostaje bardzo niezrozumiale każdy przychodzi kiedy mu pasuje). Najwazniejsze osoby tego wieczory przychodza jako ostatnie, jest to bardzo uroczyste wejscie ktoremu towarzyszy nawet wybrana specjalnie przez mlodych muzyka. Nasze przyjecie bylo bardzo skromne na ok 50 osob ale obejmowalo rowniez kolacje. Na weselach zazwyczaj jest okolo 200-300 osob ale bardzo czesto nie podaje sie kolacji. Jest za to tort, owoce i czasem jakies przekaski. Rzecz godna uwagi – wesela, czy przyjecia zareczynowe odbywaja sie niezaleznie od dnia tygodnia choc czesto mimo wszystko preferuje sie piatek lub sobote.
Jeszcze jedna mala ciekawostka – obsluga przyjecia przez zespol po kelnerow i parkingowego otrzymuja napiwki w trakcie trwania uroczystosci, tak wlasciwie sa obowiazkowe.
W tym roku nie mam jeszcze planów na wakacje ale czytając Twojego bloga coraz bardziej zastanawiam się czy nie będzie to Turcja.Piszesz o niej tak magicznie,że czytając artykuł przeniosłam się na moment wirtualnie.Czekam na dalsze wpisy.
Bardzo dziękuję za tak miłe słowa :) Niezmiernie się cieszę, że mój blog się podoba i potrafi być podróżniczo inspirujący :) Pozdrawiam serdecznie!
Prawda z tą głodówką, tureckie posiłki to po prostu wyzwanie :-) Pamiętam jak pierwszy raz jadłam u moich tureckich teściów – okazja była ważna, więc przygotowali się w 100 %. Teściowa nie nadążała z noszeniem posiłków, a ja z jedzeniem.. w rezultacie dużo zostało i oczywiście dostaliśmy to wszystko jeszcze na droge, a mój marny apetyt do teraz sprawia porblemy ;))
Pięknie :) Wyobrażam sobie, że turecka teściowa to prawdziwe wyzwanie :)))
Wracam po taśmach po władzę http://www.almoc.pl/img.php?id=2027 na pewno sobie poradzę. A Turcja POczeka na wizyty za (darmowe) bo państwowe
Bardzo ciekawy artykuł i super blog, gratuluję pomysłu i pasji podróżowania :) A te wszystkie porady bardzo przydadzą mi się podczas zbliżających się wakacji w Antalyi! Mam nadzieję, że przyjdzie mi doświadczyć tych przygód na własnej skórze :) Pozdrawiam i z przyjemnością czytam, Ula
Dzięki, udanych wakacji! :)